TADEUSZ KORZENIEWSKI BLOG

 
DO WYOMING

Szczęść Boże Radiu Maryja
31. 05. 2008

W 1989 w Nowym Jorku znowu zdarzył mi się wyskok w przyszłość Polski.

Pierwszy taki miałem wiosną 1976 w Gdańsku. Doznałem wtedy wizji - literackiej, ale co to szkodzi - nadciągającej rewolucji solidarnościowej naszego powojennego narodu prlowskiego, włącznie z jej ciężkim spartoleniem. I co, nie było jak napisałem? Kto nie wierzy niech zmierzy, kawałek z przedsolidarnościowego "Zapisu" można przeczytać tu >>, a oryginalne "W Gdańsku" z 1976 jest w "Twórczości" nr 7, 1981.

"Twórczość" to puściła, bo kraj ciągle był w ruchomych piaskach momentu solidarnościowego, większość nie wiedziała co będzie. Zadzwoniłem do Henryka Berezy, że mam towar... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


West Point
31. 05. 2008

Aborygeni przed przybyciem tu Eurów, Mohikanie, nazywali Hudson rzeką-co-płynie-w-obie-strony. Bo jest ona w dolnym biegu praktycznie długim jeziorem, spadek wód ma nieznaczny, oceaniczne przypływy i odpływy sięgają paręset mil w głąb lądu.

Od Mohikanów myśl skacze do Crazy Horse'a, tego który zdmuchnął generała Custera w Montanie pod Małym Wielkim Rogiem, i zatrzymuje się na wizjach wojowników aborygeńskich, tym jak się mają do wizji naszych chrześcijańskich świętych... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Książka o Wałęsie
17. 05. 2008

W 1975 zakolegowałem się intelektualnie z Debkiem z Oliwy.

Mieliśmy po dwadzieścia parę lat, ten sam wyniesiony z domu twardy stosunek do komuny, i przede wszystkim pasjonowaliśmy się miliarderami kultury: Stendhalem, Tołstojem, Flaubertem, Rilkem, Mannem, Camusem...

No i Gombrowiczem. Który jechał po naszych krajowych królach zaduchach jak niezadowolony pan po karkach chamów... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Hoboken
12. 05. 2008

Po sześciu latach nicnierobienia w Nowym Jorku zachciało mi się pisać i tak przyszła z przeszłości moich przodków Wileńszczyzna. Mimo, że pisałem po angielsku, a może dlatego właśnie.

Chciała żyć, nie odejść.

Rok był 1990. W Ameryce. Zaraz zaczęły przychodzić zaproszenia z fundacji na pisarski pobyt rezydencki, od New Hampshire po Kalifornię. Wybrałem Wyoming, bo oferowało ranczo, prerię... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Wileńszczyzna
10. 05. 2008

Ojciec urodził się w typowej rodzinie wileńskiej.

 

Wileńszczyzna to były polskie kresy wschodnie, polska frontier. Z tego powodu lud wileński różnił się od pozostałych Polaków, nawet wyglądem. Przez wieki żył on w ekscentrycznych warunkach, koglu-moglu państw, państewek, ksiąstewek, granic, języków, religii, kultur, narodów, Polaków, Litwinów, Białorusinów, Rosjan, Łotyszów, Niemców, Żydów, Tatarów, Cyganów - w skrócie, takie były składniki bigosu w tym kotle... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Nowy Jork 3
30. 04. 2008

Z Jerzym Kosińskim skrzyżowały nam się drogi w PEN przy dolnym Broadway'u, z okazji wieczoru poezji polskiej.

Poezję polską reprezentowała nad Hudsonem tamtego wieczoru warszawska para mieszana z przeszłością stalinowską. Prawie wszyscy warszawscy twórcy określonego wieku to mają. Na szczęście walą ostatnio w kalendarz jeden za drugim aż trumny furczą. Uff, co za ulga!... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Nowy Jork 2
18. 04. 2008

Szykuje się pionierska fucha. Przygoda z klucza rzeczywistego duchowego okrągłego stołu, a nie badziewia po-KPPowskiego. Zbudować trzeba pełne polskie lojalne warstwy przywódcze. Twarde, spójne, jednoznacznie polskie elity... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nowy Jork 1
18. 04. 2008

Bob i Patty Wintrop się dochrapali. Ich najmłodszy, Blake, musiał wetknąć nos do którejś z przedawnionych książek, które zwieźli do piwnicy, lub też serial ostatnio na kanale publicznym zrozumiał kompletnie na opak, bo wytrzasnął skądś w sąsiedztwie plakat "Ostatniej bitwy Custera", rozlepił w swoim pokoju, zaraz na wprost drzwi, i za skarby nie chce usunąć. Szok... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Pożegnanie ojczyzny
15. 03. 2008

Decyzję miałem już podjętą. Powiedziałem:

- Przemyślałem wszystko dokładnie. Czas, żebyście i wy wiedzieli. Odchodzę. Zostawiam was.

Było koło piątej. Ojciec przebierał się właśnie w robocze ubranie. Zawsze, kiedy wrócił z państwowej roboty i zjadł obiad, szedł do komórki, którą zbudowaliśmy w tyle ogrodu i robił kredensy, drzwi, okna, tapczany dla krewnych i sąsiadów, żeby dołożyć do pensji. Matka kończyła jeść... całość >>




. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Rewolucja
14. 03. 2008

Abek, Bebek i Cebek już od tygodnia nie mieli sałaty. Snuli się złośliwie, to tu, to tam, głód ile się da przesypiając, i czy to deszcz, czy pogoda, czy złoty olimpijski medal, nic im się nie podobało.

Jednego wieczoru wybrali się do lokalu, baru takiego przyjemnego na prywatnej ajencji, drogo ale z kulturą. A ktoś się urżnie, to też elegancko, portier zaraz woła taksówkę. Palone tam jest najniżej caro i trzeba już kabotyna niezłego, albo zaprawionego arywisty, żeby ćmoktał te helockie sporty, tfy... całość >>


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Kaługa
9. 02. 2008

Im bliżej dnia poboru, tym intensywniej wyobrażał sobie ojciec jak by to było kapitalnie dostać się do ułanów. Ułani byli najwyższą formą żołnierowania, w polskiej opinii. Na amerykańskie kryteria przekładając, ułani polscy byli nie tylko tak uważani, jak w Ameryce żołnierze piechoty morskiej Marines, ale musiałbyś się np. jako Amerykanin najpierw dostać gdzieś do niewoli, następnie przesiedzieć w niej parę miesięcy, następnie zostać odbity przez US Marine'a wyglądającego jak nastoletni Rock Hudson - ale nie gej - wtedy jako Amerykanin w przybliżeniu byś poczuł, co Polacy czują do swoich ułanów dzień w dzień... całość >>


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .



W Polsce, w Seattle, w centrum
4. 02. 2008

Robiłem dziś rundę wokół Green Lake tu w Seattle, 2,8 mili, i przez chyba ćwierć kółka myślałem o pszczołach i ich związku z naszą rodziną. Nie złapałem co mnie zastartowało. Ale głównie zastanawiałem się jak dostosować prozę literacką do nowoczesnego medium internetowego. Może wyjdzie z tego nowy paradygmat - to poważne słowo, z paradygmatem żartów nie ma - myślałem, coś jak z konstrukcją nowoczesnego fortepianu. Szopen, tak?... całość >>




_____________


_____________


Tłumaczenia


_____________

In English


_____________

Blog na Salon24


_____________

| GÓRA |