Samuel
Francis
Jak mieć swoją elitę |
Klasyczna
teoria elit została sformułowana w głównej
części przez socjologów i politologów
Vilfredo Pareto i Gaetano Mosca. Utrzymuje ona,
że wszystkie ludzkie społeczeństwa,
przynajmniej wszystkie powyżej stadium
prymitywnego, rządzone są przez zorganizowane
mniejszości ("elity" lub "klasy
rządzące"); że większość w
jakimkolwiek społeczeństwie, nawet tzw.
demokratycznym, nigdy nie rządzi; i że te
zorganizowane mniejszości wykształcają się z
socjopolitycznych grup, które kontrolują to co
określa się jako "siły społeczne".
Termin "siły
społeczne" jest, przyznać trzeba,
pojęciem luźnym, które może oznaczać
jakąkolwiek ideę, technikę czy instytucję
społecznie ważną: religię, ideologię,
technologię, system broni, kontrolę zasobów
naturalnych, itd. Jak Arthur Livingston, redaktor
klasycznego dzieła Gaetano Mosca, Klasa
rządząca, określił:
"Siłą
społeczną" jest każda ludzka
aktywność czy przysposobienie, które ma
społeczne znaczenie - pieniądz, ziemia,
siła militarna, religia, edukacja, praca
fizyczna, nauka - cokolwiek. Pojęcie wywodzi
się z potrzeby zdefiniowania i
sklasyfikowania klas rządzących. Człowiek
rządzi, czy grupa ludzka rządzi, kiedy ten
człowiek czy grupa jest w stanie
kontrolować siły społeczne, które w danym
momencie w danym społeczeństwie są
kluczowe dla zdobycia i utrzymania władzy.
Co może być
znaczącą siłą społeczną w jednej epoce,
może być nieznaczącą w innej. Przykładem
religia mitraizmu w starożytnym Rzymie, która
przez jakiś czas rywalizowała z
chrześcijaństwem, ale w końcu przegrała i
przestała być ważna. Czy kontrola technologii
wytwarzania i używania broni żelaznej w drugim
tysiącleciu przed Chrystusem, siła nieznacząca
przed pojawieniem się tej technologii, ale
która z jej wynalezieniem stała się
dostarczycielką władzy, wokół której
dominujące i zajmujące się podbojem grupy
skupiały się przez tysiąclecia.
Jeśli siła społeczna
jest skuteczna w utrzymaniu władzy lub kontroli
nad innymi ludźmi, wtedy grupa która kontroluje
tę siłę społeczną i inne grupy z nią
sprzymierzone będą stanowić "klasę
rządzącą" (terminologia G. Mosca) lub
"elitę" (terminologia V. Pareto).
Klasyczna teoria elit przyjmuje, że normalnie
klasa rządząca czy elita będzie pożytkowała
władzę głównie dla swojego dobra i dla swoich
interesów. Rozumieć przy tym trzeba, że
kontrola "państwa" czy formalnego
aparatu rządzenia jest tylko środkiem i
państwo jako takie tylko instrumentem, za
pomocą którego klasa rządząca sprawuje
władzę, i że zakres w jakim poszczególna
klasa rządząca będzie polegać na państwie
zależy od jej interesów i od rodzaju sił
społecznych, które ona kontroluje. Będzie ona
również używać władzy ekonomicznej opartej
na jej kontroli sił ekonomicznych, lub - w
terminologii Marksa - "środków produkcji i
wymiany" (ziemi, kapitału, technologii,
zakładów przemysłowych, handlu, instytucji
finansowych, itd.). Jak również będzie
używać władzy kulturowej opartej na jej
kontroli sił kultury, które zasadniczo
regulują wytwarzanie i dystrybucję informacji,
wartości i idei w społeczeństwie. W
społeczeństwach przednowoczesnych to znaczyło
głównie religię; ale dziś to także produkcja
sztuk plastycznych, literatura, muzyka, badania i
wiedza naukowa, i rozrywka za pośrednictwem
produkcji wydawniczej, dziennikarstwa, radia i
telewizji, filmu, itd.
Władza klasy
rządzącej czy elity nie jest to zatem tylko
władza polityczna w wąskim sensie kontrolowania
państwa jako takiego, stanowisk rządowych z
elekcji i nominacji, ciał administrujących i
resortów siłowych (wojska, policji, służb
specjalnych), ale to także władza strukturalna
- osadzona w strukturze społeczeństwa, którym
ta klasa rządzi. Klasa rządząca zazwyczaj
będzie miała skłonność polegać na tym czy
innym poszczególnym segmencie społecznej
struktury - państwie, ekonomii lub kulturze -
dla utrzymania i egzekwowania władzy. Ale te
segmenty nigdy nie są całkowicie rozdzielone i
ten poszczególny, na którym ona będzie
bardziej polegać, będzie zależał od jej
interesów i przekonań, poziomu technologicznego
i socjalnego społeczeństwa, jak również
rodzaju wyzwań, problemów i wrogów z jakimi
będzie miała do czynienia.
W procesie uzyskiwania
i egzekwowania władzy klasa rządząca
przekształci społeczeństwo i kulturę, którą
dominuje, w celu wsparcia, obrony i legitymizacji
(czy "zracjonalizowania") jej
dominacji. I to przekształcenie odzwierciedli
to, co ta elita widzi jako swoje interesy
grupowe. Przeprowadza je ona, po pierwsze, przez
zdefiniowanie i narzucenie ideologii, lub, w
terminologii Mosca, "politycznej
formuły", która uzasadnia jej władzę
jako słuszną i dobrą, lub naturalną, czy
konieczną. "Klasy rządzące", Mosca
pisał,
nie
usprawiedliwiają swojej władzy wyłącznie
samym faktem posiadania jej, ale próbują
znaleźć moralne i prawne podstawy dla niej,
przedstawiając ją jako logiczne i konieczne
następstwo ogólnie uznawanych i przyjętych
doktryn i przekonań.
Ta ideologia czy
polityczna formuła jest wprowadzana i narzucana
podległemu społeczeństwu za pośrednictwem
instytucji kultury, które klasa rządząca
tworzy i kontroluje, i artykułowanie i obrona
tej formuły jest celem głównym kultury jeśli
chodzi o klasę rządzącą. Z tym że, jak Mosca
i Pareto obaj przyznają, charakterystyczne jest
to, że elity "rzeczywiście wierzą" w
swoje ideologie i formuły. Polityczne formuły
nie są, twierdzi Mosca, "zwyczajną
szarlatanerią zręcznie wymyśloną dla nabrania
mas na posłuszeństwo. Każdy, kto widzi je w
tym świetle, popełnia bardzo poważny
błąd":
Prawda jest taka,
że zaspokajają one rzeczywistą potrzebę w
społecznej naturze człowieka, i ta
potrzeba, uniwersalnie odczuwana, sprawowania
rządu i świadomości, że jest się
rządzonym nie na zasadzie czysto materialnej
i intelektualnej siły, ale w oparciu o
moralną podstawę, ma ponad wszelką
wątpliwość praktyczne i rzeczywiste
znaczenie.
Jedną z istotnych
różnic między teorią elit a naiwnymi teoriami
konspiracyjnymi jest to, że te ostanie prawie
zawsze przyjmują istnienie ukrytych grup
konspiratorów, którzy nie wierzą w idee
używane przez nich do oszukiwania i
manipulowania mas. W teorii elit, polityczne
formuły mają tendencje stawania się
ideologiami, które nabierają własnego życia i
propagują zachowania ze swojej własnej niejako
woli, bez świadomego lub zamierzonego oszustwa
czy kalkulacji korzyści przez tych którzy je
akceptują.
Teoria elit według
formuły Mosca i Pareto może być łatwo
zilustrowana na przykładzie średniowiecznej i
wczesno-nowożytnej kontynentalnej Europy i
społeczeństwa brytyjskiego. W tych
społeczeństwach polityczna, ekonomiczna i
kulturowa władza była w większości w rękach
feudalnej i post-feudalnej arystokracji, która
kontrolowała ziemię, co dawało i ekonomiczne
bogactwo, i polityczną i wojskową władzę
poprzez system feudalny i jego instytucje.
Władza europejskich arystokracji tego okresu, od
Średniowiecza po rewolucję przemysłową,
głównie opierała się na kontroli ziemi,
bogactwie agrokulturalnym, i politycznym i
kulturowym systemie, który odzwierciedlał i
wspierał władzę właścicieli ziemskich.
Dominująca ideologia,
czy "polityczna formuła", tej epoki
wyrażała się w doktrynie zwanej później
"wielkim łańcuchem bytu", teorii
świata zaczerpniętej z Platona i
uzasadniającej hierarchię w obu, naturze i
społeczeństwie. Znaleźć ją można w
literaturze i myśli całej tej epoki. Dopiero
kiedy społeczna siła posiadania ziemi i
władza, którą ona wytwarzała, zostały
zepchnięte przez pojawienie się innej siły
społecznej w XIX w., opartej na przemyśle i
handlu, zaczęły stare arystokracje Europy
podupadać i być zastępowane przez nowe elity,
których bazą bogactwa był przemysł, handel i
kapitał.
To zasadniczy dogmat
klasycznej teorii elit, że wszystkie ludzkie
społeczeństwa mają elity, że w istocie nie ma
takiej rzeczy jak polityczna czy społeczna
równość, czy "udzielenie zgody przez
rządzonych", i to co się nazywa
"demokracją" jest w dosłownym sensie
iluzją. Jak James Burnham w Machiawelistach -
określając rolę elit i klas rządzących w
społeczeństwach - napisał:
Z punktu widzenia
teorii klas rządzących, społeczeństwo
jest społeczeństwem jego klasy rządzącej.
Siła narodu lub słabość, jego kultura,
jego trwałość, jego wzlot, jego upadek,
są w pierwszym rzędzie zależne od jego
klasy rządzącej. Bardziej konkretnie, w
badaniu danego narodu, w rozumieniu go, w
prognozowaniu co się z nim stanie, w
pierwszym rzędzie i głównie należy
zająć się analizą jego klasy rządzącej.
Historia polityczna i nauki polityczne są
zatem w przeważającym stopniu historią i
nauką o klasach rządzących, ich
pochodzeniu, rozwoju, składzie, strukturze i
zmianach w nich zachodzących.
Wielu zachodnich
teoretyków społeczeństwa twierdzi dzisiaj, że
rodzaj unitarnej klasy rządzącej opisany przez
Mosca i Pareto nie jest w rzeczywistości
możliwy w zaawansowanym społeczeństwie
przemysłowym, jakie na Zachodzie przeważa. Że
jest zbyt wiele konkurujących centrów siły by
unitarne elity, jak w wypadku dawnych
europejskich arystokracji, rozwinęły się i
przetrwały. Teoretycy ci są głównie
zwolennikami koncepcji, jak ją określają,
"strategicznych elit" - szeregu
różnych elit, które mogą kontrolować
władzę w społeczeństwie w pewnych rejonach,
ale w rzeczywistości konkurują między sobą i
działają przeciwko sobie, i w wyniku tych
konfliktów tworzą zasadniczo polityczną
wolność. Zatem elity w instytucjach takich jak
wielkie korporacje, związki zawodowe czy rząd
istnieją, ale mówi się, że są one w dużym
stopniu odrębne i różne, i rzekomo konkurują
między sobą jak to robią różne partie
polityczne z ich elitami, czy inne instytucje w
ekonomii, polityce i kulturze.
Jednakże, podczas gdy
różnice strukturalne między współczesnymi
elitami i tymi sprzed rewolucji przemysłowej są
oczywiste, ta wersja teorii elit, zwana często
"modelem pluralistycznym", ma
skłonność wyolbrzymiać różnice między
"strategicznymi elitami" i to do
jakiego stopnia one konkurują, czy są w
konflikcie między sobą. Ma ona także
tendencję pomniejszania podobieństw między
"strategicznymi elitami" i ich
wspólnoty interesów w wyłączaniu od władzy
wszelkich grup czy sił społecznych o
przeciwstawnych interesach, ideologiach i
motywacjach.
Inaczej mówiąc,
podstawowym błędem szkoły elity
"pluralistycznej" czy
"strategicznej" jest to, że nie
docenia ona zunifikowania amerykańskiej klasy
rządzącej. Uwagi takie jak wygłoszona w 1968
r. przez George'a Wallace'a, że "nie ma
uncji różnicy" między partią
republikańską i demokratyczną; jak termin
"Republicrat", który wszedł do
potocznego języka na określenie
nieodróżnialności obydwu partii; czy
powiedzenie, że czego Ameryka potrzebuje to nie
"trzeciej partii", ale drugiej partii -
odzwierciedlają postrzeganie wśród politycznie
wyalienowanych zasadniczej jedności dwóch
głównych politycznych instrumentów
amerykańskiej klasy rządzącej.
Ponadto, klasyczna
teoria elit nie zaprzecza, że różne grupy i
sekcje wewnątrz unitarnej klasy rządzącej
mogą się nie zgadzać, konkurować czy
wchodzić w konflikt między sobą, czasem nawet
na skalę wywołania wojny domowej. Angielska
Wojna Róż w XV w., angielska Wojna Domowa w
XVII w., i w istocie amerykańska Wojna
Niepodległościowa w drugiej części XVIII w.,
wszystkie one są przykładami siłowych
konfliktów, które zrodziły się i w zasadzie
utrzymały wewnątrz elit tamtego okresu. Takie
konflikty mają miejsce kiedy różne sekcje
unitarnej klasy rządzącej zaczynaję się nie
zgadzać co do ich interesów, lub jak o nie
zabiegać, w wyniku czego następuje społeczne
załamanie i wojna wewnętrzna.
Jakkolwiek większość
przedstawicieli nauk społecznych w USA dzisiaj
nie podpisałaby się pod nią, klasyczna teoria
elit przydaje się w szukaniu odpowiedzi na
pytanie "kto rządzi Ameryką". I jej
najważniejsze zastosowanie do amerykańskiego
społeczeństwa, sformułowana przez Jamesa
Burnhama teoria menadżerskiej rewolucji,
zajęła się tą właśnie kwestią.
Wychodząc z marksizmu pod koniec lat 1930.,
James Burnham sformułował teorię
menadżerskiej rewolucji jako alternatywy do
marksistowskiego twierdzenia, że w USA u władzy
była "kapitalistyczna" klasa
rządząca i że wkrótce zostanie ona odsunięta
przez proletariacką rewolucję według przepisu
marksistowskiego. Chociaż Burnham zgadzał się
z marksistami, że tradycyjny kapitalizm i jego
klasa rządząca były w fazie schyłkowej i w
przededniu usunięcia przez społeczną
rewolucję, odrzucał on marksistowską tezę,
że formą społeczeństwa przyszłości będzie
egalitariański socjalizm. Zamiast tego,
twierdził, kapitalistyczna elita będzie
zastąpiona przez inną elitę, którą nazwał
"klasą menadżerską".
"Menadżer" w
sensie burnhamowskim to nie jest ktoś kto
zwyczajnie zarządza czy operuje instytucją na
rzecz jej właścicieli, w którym to znaczeniu
wyraz ten jest często używany dzisiaj (np.
menadżer sieci restauracji). Ani nie poprzestał
on na określeniu tym słowem kogoś, kogo
dzisiaj zazwyczaj nazywa się "menadżerem
spółki". Używając hipetetycznego
przykładu zakładu produkującego samochody,
Burnham przedstawiał to tak:
Pewni ludzie -
dyrektorzy operacji, kierownicy produkcji,
kontrolerzy na taśmach produkcyjnych, ich
współpracownicy - mają kontrolę nad
faktyczną techniczną stroną producji. Ich
praca to organizowanie materiałów,
narzędzi, maszyn, obiektów i instalacji na
terenie zakładu, wyposażenia i pracy tak,
aby w rezultacie powstały samochody. Tych
ludzi nazywam "menadżerami".
Fachowość techniczna
zatem była cechą znamienną funkcji
menadżerskiej i wzrost użycia techniki w
produkcji był socjologiczną bazą
menadżerskiej rewolucji w organizacjach
ekonomicznych XX wieku. Dalej Burnham:
Mamy przemianę
powiązaną: przez zmiany w technice producji
funkcje zarządu stają się bardziej
znaczące, bardziej skomplikowane, bardziej
wyspecjalizowane i bardziej krytyczne dla
całego procesu produkcji, wydzielając przez
to tych, którzy je wykonują, jako
oddzielną grupę czy klasę w
społeczeństwie; a jednocześnie ci, którzy
poprzednio wykonywali - jakiekolwiek one
wtedy były - funkcje w procesie
zarządzania, burżuazja [tj. stara
kapitalistyczna elita], sami się z
zarządzania usuwają, tak że różnica w
funkcji staje się różnicą w ludziach,
którzy tę funkcję wykonują.
"Menadżer"
zatem w sensie burnhamowskim jest to ktoś, kogo
my dzisiaj nazwalibyśmy technokratą, ktoś kto
używa technicznych, wyspecjalizowanych
umiejętności, by kontrolować i prowadzić
instytucje, niezależnie czy jest on w
rzeczywistości jej właścicielem lub legalnym
udziałowcem, czy nie. Czyli będą to
"administratorzy, eksperci,
kierownicy-inżynierowie, dyrektorzy producji,
specjaliści od propagandy, technokraci" i
generalnie ci, którzy posiadają te techniczne
umiejętności, za pomocą których instytucje i
organizacje współczesnego społeczeństwa są
prowadzone i zarządzane. I to są nie tylko
wielkie spółki bezpośrednio uczestniczące w
ekonomii, ale także coraz ekspansywniej
rozrastające się instytucje rządowe,
polityczne i kulturalne XX wieku - biurokracja
państwowa, wielkie związki zawodowe, partie
polityczne, mass media, instytucje finansowe,
uniwersytety, fundacje i inne organizacje
technicznie skomplikowane i na olbrzymią skalę,
które wdeptują niejako w ziemię ich
podupadających instytucjonalnych poprzedników
ery kapitalistycznej. "Management"
zatem - zarządzanie, prowadzenie, kierowanie,
sterowanie - w sensie sumaryczego aparatu
technicznych i menadżerskich umiejętności,
które zapewniają tym olbrzymim, skomplikowanym
organizacjom istnienie i funkcjonowanie, stanowi
"siłę społeczną", której kontrola
umożliwiła utworzenie się nowej elity.
Te masowe organizacje
są daleko potężniejsze z punktu widzenia
społeczeństwa niż większość starszych, na
mniejszą skalę i prostszych ich poprzedników;
i w tych nowych, potężnych organizacjach
menadżerowie są tymi, którzy mają władzę,
ponieważ tylko oni posiadają umiejętności, za
pomocą których nowe organizacje mogą być
kierowane i zarządzane. Jeśli chodzi o
korporacje w ekonomii, udziałowcy - niezależnie
jak bardzo jest ich własność udziałowa
scentralizowana - po prostu nie wykonują i nie
mogą wykonywać koniecznych menadżerskich i
technicznych funkcji niezbędnych w operowaniu
korporacją. Chyba że uczynią specjalny
wysiłek nabycia potrzebnych menadżerskich
umiejętności, kształcąc się i nabywając
doświadczenie praktyczne, ale niezbyt wielu
udziałowców ze starej kapitalistycznej klasy
wyższej to robi. Jak pisze historyk biznesu
Alfred D. Chandler, Jr., który potwierdził
wiele z burnhamowskich analiz współczesnych
menadżerskich korporacji: jakkolwiek
"bogate rodziny... są beneficjentami
menadżerskiego kapitalizmu", to "nie
pokrywa się z praktyką by te rodziny
podejmowały kluczowe decyzje w prowadzeniu
współczesnych kapitalistycznych firm i w
ekonomii, w której one operują". I
jeszcze: "członkowie rodzin posiadających
przedsiębiorstwa rzadko są aktywni na
najwyższym poziomie zarządzania, chyba że sami
zdobyli wykształcenie i praktykę zawodowego
menadżerstwa".
Ale menadżerowie w
żadnym wypadku nie są ograniczeni do elity
towarzystw i spółek akcyjnych; ci posiadający
techniczne i menadżerskie umiejętności
dominują także w samym państwie jako
menadżerska biurokracja. Stąd stają się oni w
coraz większym stopniu zunifikowaną i
dominującą klasą, opierającą się na tych
samych menadżerskich umiejętnościach,
podzielającą interes postrzegany jako wspólny,
i wspólną mentalność, światopogląd i
ideologię.
Zasadniczym wspólnym
interesem, który jednoczy klasę menadżerską,
jest jej potrzeba powiększenia i utrwalenia
popytu na umiejętności i funkcje, na których
opiera się ich władza i system społecznych
gratyfikacji. Menadżerowie zabiegają o to
starając się by kontrolowane przez nich masowe
organizacje, którym potrzebne są umiejętności
i funkcje jakie tylko menadżerowie mogą
zoaferować, były zachowane i rozbudowane.
Wielkie towarzystwa i spółki muszą zastąpić
i zdominować małe biznesy. Duży,
scentralizowany biurokratyczny rząd musi
zastąpić i zdominować małe, lokalne,
zdecentralizowane samorządy. Mass media,
koncerny komunikacyjne, produkujące masowo
studentów uniwersytety muszą zastąpić i
zdominować mniejsze lokalne gazety, wydawców,
college'e i szkoły. Co więcej, elity, które
kontrolowały te starsze i mniejsze instytucje,
muszą być także być zastąpione jako klasa
ządząca większością społeczeństwa, a ich
ideologia i wartości kulturowe zdyskredytowane i
odrzucone.
Menadżerska rewolucja
jest zatem rozciągniętym w czasie społecznym i
politycznym procesem, w którym powstająca klasa
menadżerska wypiera starą klasę rządzącą
tradycyjnych kapitalistów i społeczeństwa
burżuazyjnego. Na poziomie instytucjonalnym ten
proces stanowi wyparcie i zastąpienie
konstytucyjnej parlamentarnej formy rządu,
faworyzowanej przez starą elitę, nowym
scentralizowanym państwem kontrolowanym przez
biurokrację nowej klasy. Powstający w ten
sposób nowy rodzaj państwa przyjmuje nowe
funkcje, do których wykonywania potrzebny jest w
stopniu coraz większym rodzaj umiejętności,
które tylko menadżerscy biurokraci i
technokraci są w stanie zaoferować: regulacja
procesów ekonomicznych, inżynieria społeczna,
pomoc socjalna, i naukowe, administracyjne i
kulturowe funkcje nieznane poprzednim państwom
ery kapitalistycznej. Polityczna elita dawnego
państwa - klasa polityczna, która dominowała
stanowiska z elekcji i nominacji, i jej
organizacje polityczne - jest w coraz większym
stopniu wypierana przez menadżerskich
biurokratów nowego państwa i politycznych
menadżerów, którzy zarządzają nowymi, daleko
bardziej skomplikowanymi partiami politycznymi i
organizacjami.
Ten sam rodzaj
instytucjonalnego wypierania ma miejsce w
ekonomii zdominowanej przez masowe spółki,
które przyjmują funkcje nieznane mniejszym (czy
nawet większym) firmom ery wcześniejszej:
"naukowe zarządzanie" produkcją,
wysoko stechnicyzowane prognozowanie i rozwój,
wyspecjalizowane zarządzanie personelem i
relacjami z konsumentem, jak również socjalne,
polityczne i kulturalne funkcje nie związane
bezpośrednio z biznesową stroną
działalności. Ten sam proces w dużej mierze ma
miejsce w instytucjach kultury, gdzie masowe
kulturalne organizacje (uniwersytety, fundacje,
"think-tanki"), gazety i magazyny o
masowym nakładzie, wypierają te mniejsze,
posiadane i operowane lokalnie, i rozwijają się
nowe, na skalę całego kraju organizowane i
wysoko stechnicyzowane mass media, jak film,
radio, telewizja.
Na poziomie kulturowym
i ideologicznym, walka między pnącą się w
górę menadżerską klasą rządzącą a
upadającą klasą burżuazyjno-kapitalistyczną
przybrała formę konfliktu między tym, co
wyłoniło się jako główna menadżerska
ideologia w USA i świecie Zachodu, ogólnie
znana jako "liberalizm" - a główną
ideologią starej kapitalistycznej elity, którą
przyjęło się nazywać
"konserwatyzmem". Polityczne
urzeczywistnienie menadżerskiej rewolucji
nastąpiło w pierwszej połowie XX w., z dobrym
startem podczas rządów prezydenta Woodrowa
Wilsona, ale osiągając rzeczywisty szczyt
podczas "Nowego Ładu" Franklina
Roosevelta i II Wojny Światowej. Walka o
władzę społeczną między nowym menadżerskim
liberalizmem a starym kapitalistycznym
konserwatyzmem jest wyraźnie widoczna w
piśmiennictwie politycznym i literaturze połowy
XX wieku. Reklamy w praktycznie wszystkich
konserwatywnych czy prawicowych magazynach lat
1950. i 1960. były prawie zawsze mniejszych,
lokalnych i indywidualnie posiadanych i
operowanych przedsiębiorstw. Reklamy w
liberalnych - które wkrótce stały się
"mainstreamowymi" - magazynach tego
okresu były prawie zawsze spółek Fortune 500,
lub podobnie wielkich menadżersko kontrolowanych
przedsiębiorstw.
Konserwatyzm tej ery
podkreślał prawa stanowe, władzę Kongresu
ponad władzą prezydenta, lojalność wobec i
utożsamienie się z narodem i narodowym
interesem raczej, niż z międzynarodowymi czy
globalnymi identyfikatorami. Podkreślał
interesy mniejszych, indywidualnie posiadanych i
operowanych przedsiębiorstw w przeciwstawieniu
do większych, menadżersko kontrolowanych
korporacji. Był także rzecznikiem tradycyjnych
religijnych i moralnych przekonań i instytucji,
patriarchalnej rodziny, lokalnych społeczności,
znaczenia i wartości narodowej, regionalnej,
ogólnie europejskiej i poszczególnie
europejskiej etnicznej tożsamości, jak
również zasad kapitalistycznej etyki: uczciwej
pracy, oszczędności, osobistej uczciwości i
prawości, indywidualnej inicjatywy,
wstrzemięźliwości.
Jak każda nowa elita,
klasa menadżerska potrzebowała politycznej
formuły, która wyraziłaby i usankcjonowała
interesy jej grupy w przeciwieństwie do
interesów jej rywali ze starszej
kapitalistycznej elity. Tę funkcje dla nowej
klasy wypełniło to co się przyjęło nazywać
"liberalizmem", chociaż używano
także innych określeń, "modernizm",
"progresywizm", "humanizm" i
co Burnham nazwa po prostu: "New
Dealism" [od "Nowego Ładu" F. D.
Roosevelte'a]. Menadżerski liberalizm
sankcjonował zwiększanie i centralizację
aparatu państwowego, prymat centralnego raczej
niż stanowego i lokalnego rządu, regulację
ekonomii przez rząd centralny, politykę
zagraniczną globalnego interwencjonizmu i
wielonarodowej organizacji raczej - niż narodowy
patriotyzm i izolacjonizm przedkładany przez
starszą kapitalistyczną klasę. Promował
także menadżerski liberalizm powstanie nowej
kultury uznającej się za bardziej
"postępową", bardziej
"wolną", bardziej
"humanistyczną", bardziej
"naukową" i "racjonalną",
niż kultura definiowana przez starsze społeczne
i moralne normy tradycyjnego kapitalizmu.
Ideologia menadżerska także demonizowała
starą elitę, jej instytucje i wartości jako
"przestarzałe",
"antypostępowe",
"represyjne", "wyzyskujące"
i "ciasne umysłowo".
Miał zatem miejsce
coraz bardziej znaczący kulturowy i ideologiczny
rozłam między nową a starą elitą i ich
zwolennikami. Stara elita była mniej lub
bardziej zakorzeniona w tradycyjnych społecznych
instytucjach, które służyły jej materialnym
interesom i jednocześnie odzwierciedlały jej
wzory i wartości. Jej członkowie przekazywali
własność i majątek - podstawę ich władzy -
przez dziedziczenie, mieli zatem silną
motywację w utrzymaniu obu: praw
własnościowych i "wartości
rodzinnych". Istotnie, rodzina, lokalna
społeczność, religijna i etniczna
tożsamość, kulturowe i moralne normy
respektujące i sankcjonujące własność,
majątek, dziedziczenie, ciągłość
pokoleniową, wartości charakteru sprzyjające
gromadzeniu majątku i własności, i ograniczony
rząd, który nie posiadał władzy
wystarczającej by tym rzeczom zagrozić -
wszystko to służyło jako fundament władzy
tradycyjnej elity i główne kulturowe i
ideologiczne podpory jej interesów.
Ale nie było tak w przypadku nowych
menadżerskich elit. Opierając się na
technicznych umiejętnościach, które
umożliwiają jej uzyskanie i utrzymanie władzy
w organizacjach masowych, nowa elita ma poważny
strukturalny interes w utrzymaniu i rozbudowaniu
organizacji, które kontroluje i w zadbaniu by te
organizacje trwały. Moralne i społeczne więzy
starej elity praktycznie nie znaczą nic dla
menadżerów, którzy nie mogą przekazać
profesjonalnych umiejętności swoim dzieciom w
taki sposób, w jaki potomstwo starej elity
dziedziczyło własność i status. Zatem
menadżerowie mają tendencję polegać w
znacznie mniejszym stopniu na rodzinie niż
starsza elita, i w konsekwencji rodzina i
wspierające ją moralne normy znaczą dla nich
mniej. Kultura, o której zbudowanie starają
się menadżerowie, przykłada więcej wagi do
indywidualnych osiągnięć i "zalet
merytorycznych" (definiowanych generalnie
jako możność zdobycia i zastosowania
menadżerskich i technicznych umiejętności),
niż do rodzinnej spuścizny; więcej do
seksualnej gratyfikacji, niż
wstrzemięźliwości i wprowadzania i
wychowywania potomstwa; i więcej do społecznej
mobilności i awansu, niż identyfikowania się z
rodziną, społecznością, narodem i szerzej
pojętym bytem etnicznym ["rasą"].
Ale poza rodziną,
klasa menadżerska faktycznie nie potrzebuje
także innych tradycyjnych struktur
instytucjonalnych, aby utrzymać władzę - ani
lokalnej społeczności, ani religii, ani
tradycjonalnych norm kulturowych i moralnych, ani
etnicznych i protoetnicznych
["rasowych"] tożsamości, ani nawet
samego państwa narodowego. W istocie, takie
instytucje tylko wchodzą w drogę menadżerskiej
władzy. Są one barierami, o które państwo
menadżerskie, korporacje i inne masowe
organizacje zawsze się obijają, i im wcześniej
takie bariery zostaną zburzone, tym większy
zasięg i władzę organizacje i elity które
nimi zarządzają uzyskają. Korporacje,
uzależnione od masowej produkcji i masowej
konsumpcji, potrzebują masowego rynku o
ujednoliconych gustach, wartościach i
standardach życia, który kupi to co się powie
konsumentowi aby kupił; podczas gdy
zróżnicowane lokalne, regionalne, klasowe i
etniczne tożsamości stoją na drodze do
wymaganego stopnia zuniformizowania. To samo
jeśli chodzi o państwo i masowe
posłuszeństwo, którego ono wymaga i o które
zabiega aby było zaszczepione jego populacji; to
samo jeśli chodzi o masowe kulturalne
organizacje i publiczność, którą te
organizacje manipulują.
Mogło by się
wydawać, że menadżerska potrzeba
zuniformizowania stoi w sprzeczności z aktualną
sloganistyką "wielokulturowości" i
korzyści jakie z tego płyną (zazwyczaj
niesprecyzowanych). Ale
"wielokulturowość" jest głównie
sloganem dla likwidacji europejskiej tożsamości
i jest rzadko przywoływana dla kwestionowania
tożsamości nie-europejskich.
"Dywersyfikacja" jaką się praktykuje
jest zatem w całkowitej zgodzie z uniformizacją
ekonomicznej, kulturowej, politycznej i osobowej
mentalności i zachowań, jakich menadżerska
hegemonia wymaga i jakie narzuca.
Dziennikarz David Rieff
zwrócił uwagę na podobieństwo interesów i
światopoglądu między "uznanymi
multikulturowymi akademikami", rzekomo na
politycznej lewicy, z jednej strony, a
dyrektorami korporacji i spółek, rzekomo na
politycznej prawicy, z drugiej:
Dalecy od
przyjmowania intelektualnie nieprzejednanych
stanowisk w opozycji jedni do drugich, obie
grupy widzą te same etniczne i związane z
awansem kobiet transformacje w demograficznej
kompozycji USA i w amerykańskim rynku pracy.
Że etniczni nie-Europejczycy będą kluczem
do amerykańskiego rynku pracy wieku XXI
przyjmuje się za pewnik w najbardziej
konserwatywnych długofalowych planach
korporacyjnych. Jak multikulturaliści, elita
biznesu jest podobnie świadoma krytycznej
roli kobiet i potrzeby zmian w miejscu pracy,
by było ono dla nich bardziej gościnne.
Ogólniej, obie grupy, dyrektorzy korporacji
i posiadacze akademickich doktoratów,
twierdzą coraz usilniej, że nie jest
dłużej możliwe mówienie o USA jako o
ustalonym, suwerennym bycie. Świat poszedł
naprzód; kapitał i praca są mobilne; i z
każdym mijającym rokiem granice narodowe,
nie mówiąc o narodowych tożsamościach,
stają się mniej znaczące dla świadomości
czy handlu.
W latach 1970. Zbigniew
Brzezinski zwrócił uwagę na - jak je
określił - "ponadnarodowe elity"
[transnational elites] w krajach rozwiniętych:
Dzisiaj znowu
obserwujemy wyłanianie się ponadnarodowych
elit, ale teraz składają się one z
międzynarodowych biznesmenów, uczonych,
profesjonalistów i urzedników sfery
publicznej. Te nowe elity mają powiązania
ponad narodowymi granicami, ich sposób
widzenia nie ogranicza się do tradycji
narodowych, a ich interesy są bardziej
funkcyjne niż narodowe... Stworzenie
globalnej sieci informacyjnej,
umożliwiającej prawie nieprzerwaną
interakcję intelektualną i gromadzenie
wiedzy, umożliwi w jeszcze większym stopniu
obecny ruch ku profesjonalnym elitom
miedzynarodowym i utworzeniu wspólnego
fachowego języka... To jednak może
stworzyć niebezpieczny rozstęp między nimi
a politycznie zaktywizowanymi masami,
których "natywizm" -
wykorzystywany przez bardziej narodowo
nastawionych przywódców - może działać
przeciwko "kosmopolitycznym"
elitom.
Christopher Lasch w Buncie
elit i zdradzie demokracji pisał podobnie o
"menadżerskich i profesjonalnych
elitach", jakkolwiek zaprzeczył on, że te
elity stanowią "nową klasę
rządzącą":
Bogactwo i nadzieje
na sukces związane są z inicjatywami ponad
narodowymi granicami. Ludzie ci są bardziej
zainteresowani gładkim funcjonowaniem
systemu jako takiego, niż którejkolwiek z
jego części. Lojalności ich - o ile
określenie to nie jest samo w sobie
anachronizmem w tym kontekście - są
międzynarodowe raczej, niż regionalne,
narodowe, czy lokalne. Mają oni więcej
wspólnego z ich odpowiednikami w Brukseli
czy Hong Kongu, niż z masami Amerykanów nie
włączonych jeszcze w sieć globalnej
komunikacji.
I zupełnie ostatnio
Samuel P. Huntington rozważał i zajął się
dość szczegółowym udokumentowaniem
"wynarodowiania się elit" w kierunku,
jak on nazwał, "umarłych dusz",
które "porzucają zobowiązania wobec
swojego narodu i swoich współobywateli, i
stoją na stanowisku moralnej wyższości
identyfikowania się z ludzkością jako
taką"; trend charakterystyczny dla
ekonomicznych elit mających silny materialny
interes w ekonomicznej globalizacji, jak i dla
kadr uniwersyteckich i elit intelektualnych:
Uczestnictwo w
ponadnarodowych instytucjach, sieciach i
działanich nie tylko określa globalną
elitę, ale jest także kluczowe dla
uzyskania elitarnego statusu wewnątrz kraju.
Ktoś kogo lojalności, tożsamości,
zaangażowanie są czysto narodowe, ma
mniejsze szanse znalezienia się w czołówce
biznesu, uczelni, mediów, wyspecjalizowanego
zawodu, niż ktoś kto operuje poza tymi
limitami. Poza sferą polityki, ci którzy
zostają w domu, zostają w tyle.
Ale na długo przed
tymi autorami James Burnham mówił już całkiem
wyraźnie o - jak on określił -
"światowej polityce menadżerów", ich
odrzuceniu suwerennych państw narodowych,
dominujących w erze kapitalizmu, jako
przeżytków będących przeszkodą dla ich
interesów grupowych i ich zainteresowania w
stworzeniu porządku globalnego:
Złożony podział
pracy, przepływ towarów i surowców, który
umożliwiła i którego domagała się
nowoczesna technologia, dławiły się w
sieci różnorakich ceł, praw, walut,
paszportów, ograniczeń terytorialnych,
biurokracji i niezależnych armii. Było
jasne dla niektórch, że to musiało zostać
rozbite; jedyny problem był kto miał to
zrobić i kiedy.
Zatem menadżerowie
będą starali się zastąpić suwerenne państwa
narodowe nowymi państwami imperialnymi czy
ponadnarodowymi. Burnham pisze:
Ludzie wszędzie
będą musieli się uszeregować w ramach
tego czy innego super-państwa jutra. Nie
będzie miejsca na mniejsze państwa
narodowe, czy mniej rozwinięte narody,
które miałyby szansę przeciwstawiać się
sile stref metropolitarnych. Oczywiście,
fikcje politycznej niezależności mogą być
zachowane dla celów propagandowych, ale
mówimy tutaj o rzeczywistości, nie o
nazywaniu czegoś "suwerennym".
W ten sam sposób, w
jaki rządząca klasa menadżerska odrzuca
niezależność państwową i suwerenność
narodową, odrzuca ona ideologię narodową,
sankcjonującą i odzwierciedlającą narodową
suwerenność, niepodległość i tożsamość;
jak i jakąkolwiek ideologię czy przekonanie
sankcjonujące jakąkolwiek tożsamość i
lojalność grupową: narodową, regionalną,
protoetniczną ["rasową"], etniczną,
kulturową czy religijną. Klasa menadżerska ma
zatem tendencję wyłączania się z państwa
narodowego, jak i z tych poszczególnych
tożsamości. Jej interesy rozlokowane są w
przestrzeni wielu różnych narodów, grup
etnicznych i uformowań protoetnicznych
["ras"], religii i kultur, będąc
transnacjonalnymi i ponadnarodowymi, oddzielonymi
od - i w rzeczywistości wrogimi wobec -
jakiegokolwiek poszczególnego miejsca czy grupy,
czy zbioru przekonań wspierających konkretne
tożsamości.
Stąd elita
menadżerska ma zarówno skłonność, jak i
materialny interes, w adoptowaniu i promowaniu
ideologii uniwersalizmu, egalitaryzmu,
kulturowego relatywizmu, behawioryzmu i
środowiskowego determinizmu "blank
slate", tj. aksjomatu o nowourodzonym
człowieku jako niezapisanej jeszcze tablicy
ludzkich możliwości. Jak pisze wspomniany David
Rieff:
Jeżeli jakakolwiek
grupa mogłaby przyjąć zawołanie
"Hej, hej, dada, dada, kultura Zachodu
niech spada" [Hey, hey, ho, ho, Western
culture's got to go] jako swoje, to byłaby
to biznesowa elita świata....ponieważ
biznesmenom chodzi o coś więcej niż tylko
idee. Eurocentryzm nie ma ekonomicznego
sensu w świecie gdzie, w ciągu
najbliższych dwudziestu pięciu lat,
wspólny dochód narodowy Azji wschodniej
będzie prawdopodobnie większy od dochodu
Europy, i dwa razy większy od dochodu
narodowego Stanów Zjednoczonych. W takim
świecie idea prymatu kultury Zachodu będzie
tylko przeszkodą na drodze do głównego
celu każdego zrzeszenia biznesowego:
maksymalizacji dochodów.
Istotnie, inżynieria
społeczna i polityka społecznej przebudowy,
które były zawsze blisko związane z
menadżerskimi strukturami w aparacie rządowym,
ekonomii i kulturze, polegają na ideologicznym
racjonalizowaniu, że nie istnieje coś takiego
jak wrodzona ludzka natura, że różnice płci i
różnice wynikające z przynależności do
konkretnej protoethny ["rasy"]
są tylko "społecznymi konstruktami" i
wytworami środowiska, i że naukowo przygotowane
"kierownictwo" może projektować i
realizować tak społeczeństwa, jak i samych
ludzi. Jak historyk idei Donald Atwell Zoll
pisał, tezy environmentalistów [zwolenników
teorii determinizmu środowiskowego],
w podstawach
uznawały, że (1) natura człowieka i
wynikające z niej jego zachowania są w
większości, jeśli nie całkowicie,
zdeterminowane jego doświadczeniami w
konfrontacji z bezpośrednim środowiskiem; i
(2) szanse na poprawienie ludzkich zachowań,
stosunków społecznych i generalnie
społeczeństwa leżą w
"przebudowie" i modyfikacji jego
środowiska jako czynnika kontrolującego...
Z jednej strony, środki i metody nauk
społecznych były widziane jako odpowiedź
na mniej lub bardziej widoczne problemy
społeczne, jak przestępczość, ubóstwo,
schorzenia umysłowe, czy potrzeba reform w
instytucjach politycznych. Z drugiej,
społeczna inżynieria widziała jako swój
cel skonstruowanie społeczeństwa
modelowego.
Te projekty przebudowy
społecznej i społecznej inżynierii wymagały
menadżerskich i technicznych umiejętności,
które posiadała powstająca elita, jak
również znacznego powiększenia władzy i
zakresu aparatu państwowego, budowanego i
kontrolowanego przez nią w celu realizacji tych
zadań. Zatem nowa menadżerska elita została
ściśle związana z doktryną społecznego
environmentalizmu jako racjonalizacji jej roli,
władzy i społecznych gratyfikacji w systemie,
który budowała. I ten potężny żywotny
interes w teorii environmentalizmu sam jeden
pozwala zrozumieć niezmiennie silne
przywiązanie elity menadżerskiej do tej teorii
i jej zastosowań w polityce społecznej.
Akademiccy teoretycy
doktryn environmentalizmu, jak Lester Frank Ward,
Charles Horton Cooley, John Dewey, Franz Boas i
jego szkoła antropologii, i behawiorysta John B.
Watson w psychologii, byli czołowymi
ideologicznymi architektami nowego
menadżerskiego systemu kontroli społecznej. W
swojej słynnej wypowiedzi Watson przechwalał
się, że jeśli da się mu dopiero co urodzone
dziecko, to jest on w stanie wychować je na
"specjalistę w jakiejkolwiek dziedzinie -
lekarza, prawnika, artystę, handlowca i, owszem,
nawet żebraka i złodzieja, niezależnie od jego
talentów, upodobań, skłonności, możliwości,
powołań i protoethny
["rasy"] jego przodków". W końcu
lat 1920. behawioryzm Watsona - pisał socjolog
E. Digby Baltzell - "był nie tylko
najbardziej modną szkołą w psychologii w tym
kraju, ale także stał się centralną teorią
ludzkiej natury, na bazie której tworzony był
ogromny przemysł reklamowy... Wiara w
warunkowanie [conditioning] stała się podstawą
kontroli społecznej w nowym manipulatywnym
społeczeństwie, składającym się z obywateli
towarzyszy w ZSRR i obywateli konsumentów w
USA."
Menadżerskie oparcie
się - w kierowanej przez państwo inżynierii
społecznej - na czymś o czym wiadomo dzisiaj
że było pseudonauką, było równolegle, pod
wpływem Eltona Mayo, wprowadzane w ekonomii
menadżerskiej za pomocą "przemysłowej
socjologii". Jak pisał Daniel Bell,
odzwierciedlało to "zmianę w
światopoglądzie kierownictwa, będącą
odpowiednikiem zmian w całej kulturze,
przejścia od paradygmatu autorytetu do
paradygmatu manipulacji jako sposobu sprawowania
władzy... starsze sposoby jawnego przymusu są
teraz zastąpione psychologiczną
perswazją". Tenże Watson (pisze historyk
Stuart Ewen),
dostarczył
psychologicznych tropów poprzez które
życie domowe mogłoby zostać zastąpione
stymulacją zmysłów - ku czemu biznes w
reklamowaniu swoich produktów w coraz
większym stopniu grawitował. Przyjemność,
która mogła być dostarczona człowiekowi w
domu i środowisku, była atakowana i
lekceważona, zaś w to miejsce przemysł
korporacyjny wprowadzał rynkowo oferowalną
gratyfikację zmysłową.
Zatem ideologiczna
przebudowa społeczeństwa amerykańskiego, tak
aby pasowało ono do potrzeb i interesów
wstępującej klasy menadżerskiej, wiązała
się z odrzuceniem starszych wartości, norm i
systemów przekonań starej elity, i z konfliktem
kulturowym z tymi, którzy w dalszym ciągu je
praktykowali. "Z początku powoli, ale
nabierając przyspieszenia z każdą dekadą po
roku 1880", pisał Baltzell,
naturalistyczna,
urbanistyczna, envirnomentalistyczna,
egalitariańska, kolektywistyczna i w
konsekwencji demokratyczna etyka w końcu
podważyła wywodzącą się z tradycji
ziemi, dziedziczenia, wykorzystywania szansy
w życiu indywidualistyczną i
republikańską etykę protestancką,
racjonalizującą naturalne prawo do władzy
w Ameryce starej gwardii
biznesmenów-dżentelmenów okresu 1860-1929.
Dojście do władzy nowej menadżerskiej elity w
USA (jak i innych państwach Zachodu) w
początkach i połowie XX w., i jej potrzeba
sformułowania nowej ideologii czy politycznej
formuły i przebudowanie wokół tego
społeczeństwa, wyjaśnia dlaczego dominujące
władze w tych krajach dzisiaj kontynują
popieranie wywłaszczania Europejczyków i
kulturową i polityczną destrukcję starszej
amerykańskiej i zachodniej cywilizacji,
zorientowanej na Europejczyków. I dlaczego
członkowie tej elity nie tylko nie potrafią
przeciwstawić się anty-europejskim żądaniom
etnicznych nie-Europejczyków, ale aktywnie je
popierają i subsydiują.
Ta polityka ze strony
nowej elity nie jest wynikiem
"dekadencji" czy "poczucia
winy", ale grupowych interesów samej elity,
osadzonych i wyrastających ze struktury jej
władzy i pozycji społecznej, i
racjonalizowanych w świadomości za
pośrednictwem menadżerskiego liberalizmu.
Inaczej mówiąc, leży w interesie nowej elity
aby zniszczyć i usunąć starsze społeczeństwo
i euro-etniczną i kulturową tożsamość z tym
związaną (nie tylko samą etno-europejskość,
ale praktycznie każdy tradycjonalny element
grupowej tożsamości czy więzi: kulturowy,
biologiczny, czy polityczny). Dla tych -
"konserwatystów" - którzy w dalszym
ciągu stosują się do norm starszego
społeczeństwa, menadżerskie zachowanie ukazuje
się, naturalnie, jako dekadencja, degeneracja,
tchórzostwo, ugłaskiwanie, przymilanie się,
czy objaw poczucia winy. Ale co jest złem,
sprowadzaniem na manowce, czy samobójczą
patologią w ujęciu sił
"konserwatywnych", które dalej
kształtowane są przez starsze normy i
instytucje, w rzeczywistości jest odbiciem
interesów i zdrowia sił skupionych wokół
tworzenia i kontroli nowego społeczeństwa.
Inaczej mówiąc, interesy menadżerskiej elity
są w stosunku antagonistycznym do tradycjonalnej
i instytucjonalnej tożsamości społeczeństwa,
które ona dominuje.
Wyłonienie się elity
menadżerskiej sprzyja wywłaszczeniu, a nawet
destrukcji Europejczyków w USA na dwa główne
sposoby. Po pierwsze, dzieje się to
bezpośrednio, ponieważ struktura interesów i
władzy menadżerskiej jest w konflikcie z
jakąkolwiek silną narodową, religijną, czy
inną tożsamością grupową. Te interesy,
przenikając w najgłębsze pokłady mentalności
klasy menadżerskiej, pchają leaderów nowego
społeczeństwa w stronę odrzucenia etnicznej i
kulturowej struktury tradycyjnej cywilizacji
zachodniej, zaś nowa kultura, którą próbują
oni stworzyć, zaprzecza walorom takich
tożsamości i wartości i odrzuca je.
Po drugie, ponieważ
nowa menadżerska elita odrzuca i niszczy
mechanizmy starej elity, które wyłączały inne
etniczne i religijne grupy, te grupy są w stanie
często przeniknąć do menadżerskiej struktury
i osiągnąć poziom władzy niemożliwy dla nich
w przed-menadżerskim społeczeństwie. I one
teraz zabiegają o własne interesy i program za
pośrednictwem menadżerskich intrumentów
władzy. Te etniczne siły, artykułując swoją
własną silną etniczną, kulturową, czy
religijną świadomość, przywołują
menadżerskie liberalne slogany
"równości", "tolerancji",
"dywersyfikacji" etnicznej i
kulturowej, itd., by zakwestionować tradycyjną
dominację Europejczyków - ale też w coraz
większym stopniu same aspirują one do
kulturowej i politycznej dominacji, wyłączając
Europejczyków i odrzucając i demontując
instytucjonalne struktury ich społeczeństwa.
Kevin MacDonald
udokumentował niezwykle szczegółowo jak
żydowskie grupy, starające się propagować
własny oparty na etniczności program,
osiągnęły ten cel. A ponieważ centralną
częścią tego programu jest wymazanie
historycznych etnicznych, protoetnicznych
["rasowych"] i religijnych barier,
które wyłączały Żydów i były postrzegane
jako prowadzące do ich prześladowań, żydowski
program i program menadżerskiej elity w tym
aspekcie doskonale się nakładają.
Rzeczywiście, Żydzi stali się prominentni w
elicie do tego stopnia (zwłaszcza w sektorze
kultury), że można sprawiedliwie powiedzieć,
iż w menadżerskiej elicie Żydzi służą jako
kulturowa awangarda klasy menadżerskiej,
dostarczająca ideologicznego uzasadnienia dla
jej struktury i polityki, rozpowszechniająca jej
ideologiczne formuły pośród masy społecznej,
formułująca i często wdrażająca konkretne
programy polityczne, i zajmująca się w dużej
części wyspecjalizowanym przygotowaniem
edukacyjnym, kluczowym dla przekazywania i
rozpowszechniania technokratycznych
umiejętności elity.
W tym względzie Żydzi
pełnią rolę wspierającą - w tym wypadku
kulturową i ideologiczną raczej, niż poboru
podatków czy lichwiarstwa - dla nie-żydowskiej
większości elity, podobną do roli jaką
wypełniali w stosunku do różnych europejskich
arystokracji w przeszłości, np. w Polsce. Zatem
pojawienie się "neokonserwatyzmu" w
ostatnich dziesięcioleciach odzwierciedla nie
tylko interesy żydowskie i tożsamości ich
głównych artykulatorów i wyrazicieli, ale
także, inaczej niż w starszym konserwatyzmie
elity przed-menadżerskiej, interesy klasy
menadżerskiej jako całości w utwierdzaniu
nowego politycznego i kulturowego porządku,
który ta klasa stworzyła, równocześnie przy
tym odrzucając i demontując przed-menadżerski
porządek, którego starszy konserwatyzm
usiłował bronić. (Z tym że zwrócić uwagę
trzeba, iż w ostatnich latach neokonserwatyzm ma
skłonność odzwierciedlać żydowskie i
syjonistyczne interesy znacznie bardziej, niż
interesy klasy menadżerskiej jako ogółu).
Menadżerska elita
sprzymierzyła się także z innymi etnicznymi
grupami, z których większość podziela jej
interes w wyeliminowaniu europejskiej
tożsamości i wspierających ją sił
kulturowych. Jak żydowscy sojusznicy elity i
sama elita, te etnicznie nie-europejskie grupy
zabiegają o wymazanie europejskiej tożsamości
etnicznej i jej ekspresji instytucjonalnych. Ale
w odróżnieniu od elity, starają się one
także promować własną etniczną świadomość
i tożsamość. Zatem kiedy otwarcie europejska
tożsamość jest praktycznie zakazana i surowo
karana przez elitę menadżerską, instytucje
które otwarcie eksponują nie-europejskie i
anty-europejskie tożsamości są tolerowane i
stymulowane.
Słabe jednak są
oznaki wyłaniania się europejskiej etnicznej
tożsamości zdolnej przeciwstawić się czy to
menadżerskiej strukturze władzy, jej
anty-europejskiej ideologii i motywacji, czy też
bezpośredniemu zagrożeniu Europejczyków ze
strony nie-europejskich i anty-europejskich
przeciwników. Nowa elita i jej sprzymierzeńcy
osłabili lub zniszczyli system wierzeń,
wartości moralnych, spadkobierstwa kulturowego i
społecznych więzi i instytucji jakie
sprawiały, że Europejczycy mieli świadomość
kim i czym są, i podtrzymywały w nich wolę
przetrwania i opanowania sytuacji.
Dopóki takie
mechanizmy nie zostaną odtworzone, szanse
Europejczyków na przezwyciężenie a nawet
odpowiednie rozpoznanie zagrożeń i wyzwań
jakie dziś przed nimi stoją wydają się
niewielkie. A te mechanizmy nie mogą być
odbudowane tak długo, jak menadżerska elita
pozostaje u władzy, tak długo, jak jej
uniwersalistyczna i egalitariańska ideologia
pozostaje dominującą polityczną i kulturową
formułą, i tak długo, jak anty-europejscy
sprzymierzeńcy elity dzielą z nią władzę.
Co Europejczycy muszą
uświadomić, jeśli w ogóle mają przetrwać,
to to, że siły które zniszczyły ich
cywilizację, siły które do tej ruiny
doprowadziły, są tymi samymi siłami, które
dziś na tych ruinach rządzą. Dopiero kiedy te
siły zostaną odsunięte od władzy, dopiero
wtedy Europejczycy przyszłości będą w stanie
odzyskać dziedzictwo jakie ich przodkowie
stworzyli i przekazali im.

Samuel T.
Francis
Obszerne fragmenty
eseju "Amerykańska klasa rządząca" z
pracy zbiorowej pod red. S. Francisa Europejczyk
i przyszłość Ameryki [tyt.oryg. Race
and the American Prospect >>]
Wybór i
tłumaczenie Tadeusz
Korzeniewski
________________________________________
Samuel Francis
urodził się w 1947 r. w Chattanooga w stanie
Tennessee, na amerykańskim Południu. Uzyskał
doktorat z historii współczesnej na
Uniwersytecie Północnej Karoliny. Był
asystentem ds. bezpieczeństwa narodowego
senatora Johna Easta w Kongresie USA. W latach
1987-1995 był felietonistą i redaktorem
waszyngtońskiego dziennika The Washington
Times, gdzie za publicystykę otrzymał od
Amerykańskiego Towarzystwa Redaktorów Gazet
dwukrotnie nagrodę roku.
W 1994 r. na
konferencji American Renaissance, organizacji
której celem jest ochrona dziedzictwa
kulturowego, politycznego i biologicznego
Europejczyków w Ameryce, wygłosił
następujące uwagi:
"Cywilizacja,
którą my oryginalni Europejczycy stworzyliśmy
w Europie i Ameryce, nie mogłaby rozwinąć się
oddzielnie od genetycznego uposażenia grupy,
która ją stworzyła, ani nie ma żadnego powodu
wierzyć, by cywilizacja mogła być przeniesiona
na inną grupę."
Jak pisze Jared
Taylor, założyciel i dyrektor American
Renaissance:
"Choć Sam
nigdy nie mógł całkowicie zrozumieć
dlaczego został wyrzucony z gazety wkrótce
po tym, uwagi te musiały być dla
kierownictwa gazety niemożliwe do
zaakceptowania. [...] Być może dzisiaj Washington
Times mógłby pominąć to nie tak znowu
szokujące stwierdzenie, ale dziesięć lat
temu było ono równoważnikiem
nitrogliceryny. I tak oto rozpoczął Sam
karierę niezależnego dziennikarza".
Samuel Francis
zmarł w 2005 r., żegnany w jego rodzinnym
Chattanooga m.in. przez wieloletniego przyjaciela
Patricka Buchanana: >>. W eulogii na jego
cześć w Kongresie USA kongresmen John Duncan
powiedział: "Imponował mi swoją odwagą.
Był politycznie niepoprawny prawie we wszystkim,
co sprawiało że w większości wypadków miał
rację." (>>)
Samuel Francis jest
autorem szeregu ksiażek: >>. Jego artykuły z
magazynu Chronicles zebrano tu: >>.
______________________________________________
Od tłumacza:
Samuela Francisa i
grupę autorów, których eseje składają się
na tom Europejczyk i przyszłość Ameryki,
określić można jako intelektualną odpowiedź
Ameryki na opanowanie prawego skrzydła polityki
amerykańskiej przez tzw. neokonserwatystów (>>). Grupa S. Francisa
skupiła się wokół kwartalnika The
Occidental Quarterly (>>), który w wielu
kwestiach wychodzi poza klasyczny konserwatyzm -
od jakiegoś czasu zwany dla odróżnienia od
neokonserwatyzmu paleokonserwatyzmem - w rejony white
nationalism'u [ruchu narodowego
Europejczyków, "białych"].
W tłumaczeniu tekstu
Francisa w miejsce słów "rasa",
"biały", użyłem: protoethny,
Europejczyk (dla porównania skan oryginału: >>). Europejczykami w tym
kontekście nazywam ludzi i grupy o wspólnym
etnicznym korzeniu europejskim, niezależnie
gdzie dziś zamieszkują, w Europie czy poza nią
- a więc "białych". Zrobiłem tak
ponieważ pojęcia "rasa" czy
"biały" są według mnie płaskie,
suche, bez soku. Za to "Europejczyk" ma
sok, ziemię. Sprawa ziemi będzie kluczowa dla
Europejczyków w najbliższej przyszłości, tak
w USA, Kanadzie, Nowej Zelandii i Australii, jak
i w Europie.
Z Samuelem Francisem
miałem krótki kontakt niedługo przed jego
niespodziewaną śmiercią. Gdyby jednak dziś
żył, sądzę, że zaakceptowałby tę
szczególną zmianę w tłumaczeniu jego eseju.
Właśnie ze względu na poszukiwania sposobu na
przyszłość Europejczyków, o której sam
zresztą nie miał jeszcze klarownej wizji. Nikt
w zasadzie dziś jeszcze jej nie ma.
|