Samuel Francis
Jak mieć swoją elitę



Klasyczna teoria elit została sformułowana w głównej części przez socjologów i politologów Vilfredo Pareto i Gaetano Mosca. Utrzymuje ona, że wszystkie ludzkie społeczeństwa, przynajmniej wszystkie powyżej stadium prymitywnego, rządzone są przez zorganizowane mniejszości ("elity" lub "klasy rządzące"); że większość w jakimkolwiek społeczeństwie, nawet tzw. demokratycznym, nigdy nie rządzi; i że te zorganizowane mniejszości wykształcają się z socjopolitycznych grup, które kontrolują to co określa się jako "siły społeczne".

Termin "siły społeczne" jest, przyznać trzeba, pojęciem luźnym, które może oznaczać jakąkolwiek ideę, technikę czy instytucję społecznie ważną: religię, ideologię, technologię, system broni, kontrolę zasobów naturalnych, itd. Jak Arthur Livingston, redaktor klasycznego dzieła Gaetano Mosca, Klasa rządząca, określił:

"Siłą społeczną" jest każda ludzka aktywność czy przysposobienie, które ma społeczne znaczenie - pieniądz, ziemia, siła militarna, religia, edukacja, praca fizyczna, nauka - cokolwiek. Pojęcie wywodzi się z potrzeby zdefiniowania i sklasyfikowania klas rządzących. Człowiek rządzi, czy grupa ludzka rządzi, kiedy ten człowiek czy grupa jest w stanie kontrolować siły społeczne, które w danym momencie w danym społeczeństwie są kluczowe dla zdobycia i utrzymania władzy.

Co może być znaczącą siłą społeczną w jednej epoce, może być nieznaczącą w innej. Przykładem religia mitraizmu w starożytnym Rzymie, która przez jakiś czas rywalizowała z chrześcijaństwem, ale w końcu przegrała i przestała być ważna. Czy kontrola technologii wytwarzania i używania broni żelaznej w drugim tysiącleciu przed Chrystusem, siła nieznacząca przed pojawieniem się tej technologii, ale która z jej wynalezieniem stała się dostarczycielką władzy, wokół której dominujące i zajmujące się podbojem grupy skupiały się przez tysiąclecia.

Jeśli siła społeczna jest skuteczna w utrzymaniu władzy lub kontroli nad innymi ludźmi, wtedy grupa która kontroluje tę siłę społeczną i inne grupy z nią sprzymierzone będą stanowić "klasę rządzącą" (terminologia G. Mosca) lub "elitę" (terminologia V. Pareto). Klasyczna teoria elit przyjmuje, że normalnie klasa rządząca czy elita będzie pożytkowała władzę głównie dla swojego dobra i dla swoich interesów. Rozumieć przy tym trzeba, że kontrola "państwa" czy formalnego aparatu rządzenia jest tylko środkiem i państwo jako takie tylko instrumentem, za pomocą którego klasa rządząca sprawuje władzę, i że zakres w jakim poszczególna klasa rządząca będzie polegać na państwie zależy od jej interesów i od rodzaju sił społecznych, które ona kontroluje. Będzie ona również używać władzy ekonomicznej opartej na jej kontroli sił ekonomicznych, lub - w terminologii Marksa - "środków produkcji i wymiany" (ziemi, kapitału, technologii, zakładów przemysłowych, handlu, instytucji finansowych, itd.). Jak również będzie używać władzy kulturowej opartej na jej kontroli sił kultury, które zasadniczo regulują wytwarzanie i dystrybucję informacji, wartości i idei w społeczeństwie. W społeczeństwach przednowoczesnych to znaczyło głównie religię; ale dziś to także produkcja sztuk plastycznych, literatura, muzyka, badania i wiedza naukowa, i rozrywka za pośrednictwem produkcji wydawniczej, dziennikarstwa, radia i telewizji, filmu, itd.

Władza klasy rządzącej czy elity nie jest to zatem tylko władza polityczna w wąskim sensie kontrolowania państwa jako takiego, stanowisk rządowych z elekcji i nominacji, ciał administrujących i resortów siłowych (wojska, policji, służb specjalnych), ale to także władza strukturalna - osadzona w strukturze społeczeństwa, którym ta klasa rządzi. Klasa rządząca zazwyczaj będzie miała skłonność polegać na tym czy innym poszczególnym segmencie społecznej struktury - państwie, ekonomii lub kulturze - dla utrzymania i egzekwowania władzy. Ale te segmenty nigdy nie są całkowicie rozdzielone i ten poszczególny, na którym ona będzie bardziej polegać, będzie zależał od jej interesów i przekonań, poziomu technologicznego i socjalnego społeczeństwa, jak również rodzaju wyzwań, problemów i wrogów z jakimi będzie miała do czynienia.

W procesie uzyskiwania i egzekwowania władzy klasa rządząca przekształci społeczeństwo i kulturę, którą dominuje, w celu wsparcia, obrony i legitymizacji (czy "zracjonalizowania") jej dominacji. I to przekształcenie odzwierciedli to, co ta elita widzi jako swoje interesy grupowe. Przeprowadza je ona, po pierwsze, przez zdefiniowanie i narzucenie ideologii, lub, w terminologii Mosca, "politycznej formuły", która uzasadnia jej władzę jako słuszną i dobrą, lub naturalną, czy konieczną. "Klasy rządzące", Mosca pisał,

nie usprawiedliwiają swojej władzy wyłącznie samym faktem posiadania jej, ale próbują znaleźć moralne i prawne podstawy dla niej, przedstawiając ją jako logiczne i konieczne następstwo ogólnie uznawanych i przyjętych doktryn i przekonań.

Ta ideologia czy polityczna formuła jest wprowadzana i narzucana podległemu społeczeństwu za pośrednictwem instytucji kultury, które klasa rządząca tworzy i kontroluje, i artykułowanie i obrona tej formuły jest celem głównym kultury jeśli chodzi o klasę rządzącą. Z tym że, jak Mosca i Pareto obaj przyznają, charakterystyczne jest to, że elity "rzeczywiście wierzą" w swoje ideologie i formuły. Polityczne formuły nie są, twierdzi Mosca, "zwyczajną szarlatanerią zręcznie wymyśloną dla nabrania mas na posłuszeństwo. Każdy, kto widzi je w tym świetle, popełnia bardzo poważny błąd":

Prawda jest taka, że zaspokajają one rzeczywistą potrzebę w społecznej naturze człowieka, i ta potrzeba, uniwersalnie odczuwana, sprawowania rządu i świadomości, że jest się rządzonym nie na zasadzie czysto materialnej i intelektualnej siły, ale w oparciu o moralną podstawę, ma ponad wszelką wątpliwość praktyczne i rzeczywiste znaczenie.

Jedną z istotnych różnic między teorią elit a naiwnymi teoriami konspiracyjnymi jest to, że te ostanie prawie zawsze przyjmują istnienie ukrytych grup konspiratorów, którzy nie wierzą w idee używane przez nich do oszukiwania i manipulowania mas. W teorii elit, polityczne formuły mają tendencje stawania się ideologiami, które nabierają własnego życia i propagują zachowania ze swojej własnej niejako woli, bez świadomego lub zamierzonego oszustwa czy kalkulacji korzyści przez tych którzy je akceptują.

Teoria elit według formuły Mosca i Pareto może być łatwo zilustrowana na przykładzie średniowiecznej i wczesno-nowożytnej kontynentalnej Europy i społeczeństwa brytyjskiego. W tych społeczeństwach polityczna, ekonomiczna i kulturowa władza była w większości w rękach feudalnej i post-feudalnej arystokracji, która kontrolowała ziemię, co dawało i ekonomiczne bogactwo, i polityczną i wojskową władzę poprzez system feudalny i jego instytucje. Władza europejskich arystokracji tego okresu, od Średniowiecza po rewolucję przemysłową, głównie opierała się na kontroli ziemi, bogactwie agrokulturalnym, i politycznym i kulturowym systemie, który odzwierciedlał i wspierał władzę właścicieli ziemskich.

Dominująca ideologia, czy "polityczna formuła", tej epoki wyrażała się w doktrynie zwanej później "wielkim łańcuchem bytu", teorii świata zaczerpniętej z Platona i uzasadniającej hierarchię w obu, naturze i społeczeństwie. Znaleźć ją można w literaturze i myśli całej tej epoki. Dopiero kiedy społeczna siła posiadania ziemi i władza, którą ona wytwarzała, zostały zepchnięte przez pojawienie się innej siły społecznej w XIX w., opartej na przemyśle i handlu, zaczęły stare arystokracje Europy podupadać i być zastępowane przez nowe elity, których bazą bogactwa był przemysł, handel i kapitał.

To zasadniczy dogmat klasycznej teorii elit, że wszystkie ludzkie społeczeństwa mają elity, że w istocie nie ma takiej rzeczy jak polityczna czy społeczna równość, czy "udzielenie zgody przez rządzonych", i to co się nazywa "demokracją" jest w dosłownym sensie iluzją. Jak James Burnham w Machiawelistach - określając rolę elit i klas rządzących w społeczeństwach - napisał:

Z punktu widzenia teorii klas rządzących, społeczeństwo jest społeczeństwem jego klasy rządzącej. Siła narodu lub słabość, jego kultura, jego trwałość, jego wzlot, jego upadek, są w pierwszym rzędzie zależne od jego klasy rządzącej. Bardziej konkretnie, w badaniu danego narodu, w rozumieniu go, w prognozowaniu co się z nim stanie, w pierwszym rzędzie i głównie należy zająć się analizą jego klasy rządzącej. Historia polityczna i nauki polityczne są zatem w przeważającym stopniu historią i nauką o klasach rządzących, ich pochodzeniu, rozwoju, składzie, strukturze i zmianach w nich zachodzących.

Wielu zachodnich teoretyków społeczeństwa twierdzi dzisiaj, że rodzaj unitarnej klasy rządzącej opisany przez Mosca i Pareto nie jest w rzeczywistości możliwy w zaawansowanym społeczeństwie przemysłowym, jakie na Zachodzie przeważa. Że jest zbyt wiele konkurujących centrów siły by unitarne elity, jak w wypadku dawnych europejskich arystokracji, rozwinęły się i przetrwały. Teoretycy ci są głównie zwolennikami koncepcji, jak ją określają, "strategicznych elit" - szeregu różnych elit, które mogą kontrolować władzę w społeczeństwie w pewnych rejonach, ale w rzeczywistości konkurują między sobą i działają przeciwko sobie, i w wyniku tych konfliktów tworzą zasadniczo polityczną wolność. Zatem elity w instytucjach takich jak wielkie korporacje, związki zawodowe czy rząd istnieją, ale mówi się, że są one w dużym stopniu odrębne i różne, i rzekomo konkurują między sobą jak to robią różne partie polityczne z ich elitami, czy inne instytucje w ekonomii, polityce i kulturze.

Jednakże, podczas gdy różnice strukturalne między współczesnymi elitami i tymi sprzed rewolucji przemysłowej są oczywiste, ta wersja teorii elit, zwana często "modelem pluralistycznym", ma skłonność wyolbrzymiać różnice między "strategicznymi elitami" i to do jakiego stopnia one konkurują, czy są w konflikcie między sobą. Ma ona także tendencję pomniejszania podobieństw między "strategicznymi elitami" i ich wspólnoty interesów w wyłączaniu od władzy wszelkich grup czy sił społecznych o przeciwstawnych interesach, ideologiach i motywacjach.

Inaczej mówiąc, podstawowym błędem szkoły elity "pluralistycznej" czy "strategicznej" jest to, że nie docenia ona zunifikowania amerykańskiej klasy rządzącej. Uwagi takie jak wygłoszona w 1968 r. przez George'a Wallace'a, że "nie ma uncji różnicy" między partią republikańską i demokratyczną; jak termin "Republicrat", który wszedł do potocznego języka na określenie nieodróżnialności obydwu partii; czy powiedzenie, że czego Ameryka potrzebuje to nie "trzeciej partii", ale drugiej partii - odzwierciedlają postrzeganie wśród politycznie wyalienowanych zasadniczej jedności dwóch głównych politycznych instrumentów amerykańskiej klasy rządzącej.

Ponadto, klasyczna teoria elit nie zaprzecza, że różne grupy i sekcje wewnątrz unitarnej klasy rządzącej mogą się nie zgadzać, konkurować czy wchodzić w konflikt między sobą, czasem nawet na skalę wywołania wojny domowej. Angielska Wojna Róż w XV w., angielska Wojna Domowa w XVII w., i w istocie amerykańska Wojna Niepodległościowa w drugiej części XVIII w., wszystkie one są przykładami siłowych konfliktów, które zrodziły się i w zasadzie utrzymały wewnątrz elit tamtego okresu. Takie konflikty mają miejsce kiedy różne sekcje unitarnej klasy rządzącej zaczynaję się nie zgadzać co do ich interesów, lub jak o nie zabiegać, w wyniku czego następuje społeczne załamanie i wojna wewnętrzna.

Jakkolwiek większość przedstawicieli nauk społecznych w USA dzisiaj nie podpisałaby się pod nią, klasyczna teoria elit przydaje się w szukaniu odpowiedzi na pytanie "kto rządzi Ameryką". I jej najważniejsze zastosowanie do amerykańskiego społeczeństwa, sformułowana przez Jamesa Burnhama teoria menadżerskiej rewolucji, zajęła się tą właśnie kwestią.



Wychodząc z marksizmu pod koniec lat 1930., James Burnham sformułował teorię menadżerskiej rewolucji jako alternatywy do marksistowskiego twierdzenia, że w USA u władzy była "kapitalistyczna" klasa rządząca i że wkrótce zostanie ona odsunięta przez proletariacką rewolucję według przepisu marksistowskiego. Chociaż Burnham zgadzał się z marksistami, że tradycyjny kapitalizm i jego klasa rządząca były w fazie schyłkowej i w przededniu usunięcia przez społeczną rewolucję, odrzucał on marksistowską tezę, że formą społeczeństwa przyszłości będzie egalitariański socjalizm. Zamiast tego, twierdził, kapitalistyczna elita będzie zastąpiona przez inną elitę, którą nazwał "klasą menadżerską".

"Menadżer" w sensie burnhamowskim to nie jest ktoś kto zwyczajnie zarządza czy operuje instytucją na rzecz jej właścicieli, w którym to znaczeniu wyraz ten jest często używany dzisiaj (np. menadżer sieci restauracji). Ani nie poprzestał on na określeniu tym słowem kogoś, kogo dzisiaj zazwyczaj nazywa się "menadżerem spółki". Używając hipetetycznego przykładu zakładu produkującego samochody, Burnham przedstawiał to tak:

Pewni ludzie - dyrektorzy operacji, kierownicy produkcji, kontrolerzy na taśmach produkcyjnych, ich współpracownicy - mają kontrolę nad faktyczną techniczną stroną producji. Ich praca to organizowanie materiałów, narzędzi, maszyn, obiektów i instalacji na terenie zakładu, wyposażenia i pracy tak, aby w rezultacie powstały samochody. Tych ludzi nazywam "menadżerami".

Fachowość techniczna zatem była cechą znamienną funkcji menadżerskiej i wzrost użycia techniki w produkcji był socjologiczną bazą menadżerskiej rewolucji w organizacjach ekonomicznych XX wieku. Dalej Burnham:

Mamy przemianę powiązaną: przez zmiany w technice producji funkcje zarządu stają się bardziej znaczące, bardziej skomplikowane, bardziej wyspecjalizowane i bardziej krytyczne dla całego procesu produkcji, wydzielając przez to tych, którzy je wykonują, jako oddzielną grupę czy klasę w społeczeństwie; a jednocześnie ci, którzy poprzednio wykonywali - jakiekolwiek one wtedy były - funkcje w procesie zarządzania, burżuazja [tj. stara kapitalistyczna elita], sami się z zarządzania usuwają, tak że różnica w funkcji staje się różnicą w ludziach, którzy tę funkcję wykonują.

"Menadżer" zatem w sensie burnhamowskim jest to ktoś, kogo my dzisiaj nazwalibyśmy technokratą, ktoś kto używa technicznych, wyspecjalizowanych umiejętności, by kontrolować i prowadzić instytucje, niezależnie czy jest on w rzeczywistości jej właścicielem lub legalnym udziałowcem, czy nie. Czyli będą to "administratorzy, eksperci, kierownicy-inżynierowie, dyrektorzy producji, specjaliści od propagandy, technokraci" i generalnie ci, którzy posiadają te techniczne umiejętności, za pomocą których instytucje i organizacje współczesnego społeczeństwa są prowadzone i zarządzane. I to są nie tylko wielkie spółki bezpośrednio uczestniczące w ekonomii, ale także coraz ekspansywniej rozrastające się instytucje rządowe, polityczne i kulturalne XX wieku - biurokracja państwowa, wielkie związki zawodowe, partie polityczne, mass media, instytucje finansowe, uniwersytety, fundacje i inne organizacje technicznie skomplikowane i na olbrzymią skalę, które wdeptują niejako w ziemię ich podupadających instytucjonalnych poprzedników ery kapitalistycznej. "Management" zatem - zarządzanie, prowadzenie, kierowanie, sterowanie - w sensie sumaryczego aparatu technicznych i menadżerskich umiejętności, które zapewniają tym olbrzymim, skomplikowanym organizacjom istnienie i funkcjonowanie, stanowi "siłę społeczną", której kontrola umożliwiła utworzenie się nowej elity.

Te masowe organizacje są daleko potężniejsze z punktu widzenia społeczeństwa niż większość starszych, na mniejszą skalę i prostszych ich poprzedników; i w tych nowych, potężnych organizacjach menadżerowie są tymi, którzy mają władzę, ponieważ tylko oni posiadają umiejętności, za pomocą których nowe organizacje mogą być kierowane i zarządzane. Jeśli chodzi o korporacje w ekonomii, udziałowcy - niezależnie jak bardzo jest ich własność udziałowa scentralizowana - po prostu nie wykonują i nie mogą wykonywać koniecznych menadżerskich i technicznych funkcji niezbędnych w operowaniu korporacją. Chyba że uczynią specjalny wysiłek nabycia potrzebnych menadżerskich umiejętności, kształcąc się i nabywając doświadczenie praktyczne, ale niezbyt wielu udziałowców ze starej kapitalistycznej klasy wyższej to robi. Jak pisze historyk biznesu Alfred D. Chandler, Jr., który potwierdził wiele z burnhamowskich analiz współczesnych menadżerskich korporacji: jakkolwiek "bogate rodziny... są beneficjentami menadżerskiego kapitalizmu", to "nie pokrywa się z praktyką by te rodziny podejmowały kluczowe decyzje w prowadzeniu współczesnych kapitalistycznych firm i w ekonomii, w której one operują". I jeszcze: "członkowie rodzin posiadających przedsiębiorstwa rzadko są aktywni na najwyższym poziomie zarządzania, chyba że sami zdobyli wykształcenie i praktykę zawodowego menadżerstwa".

Ale menadżerowie w żadnym wypadku nie są ograniczeni do elity towarzystw i spółek akcyjnych; ci posiadający techniczne i menadżerskie umiejętności dominują także w samym państwie jako menadżerska biurokracja. Stąd stają się oni w coraz większym stopniu zunifikowaną i dominującą klasą, opierającą się na tych samych menadżerskich umiejętnościach, podzielającą interes postrzegany jako wspólny, i wspólną mentalność, światopogląd i ideologię.

Zasadniczym wspólnym interesem, który jednoczy klasę menadżerską, jest jej potrzeba powiększenia i utrwalenia popytu na umiejętności i funkcje, na których opiera się ich władza i system społecznych gratyfikacji. Menadżerowie zabiegają o to starając się by kontrolowane przez nich masowe organizacje, którym potrzebne są umiejętności i funkcje jakie tylko menadżerowie mogą zoaferować, były zachowane i rozbudowane. Wielkie towarzystwa i spółki muszą zastąpić i zdominować małe biznesy. Duży, scentralizowany biurokratyczny rząd musi zastąpić i zdominować małe, lokalne, zdecentralizowane samorządy. Mass media, koncerny komunikacyjne, produkujące masowo studentów uniwersytety muszą zastąpić i zdominować mniejsze lokalne gazety, wydawców, college'e i szkoły. Co więcej, elity, które kontrolowały te starsze i mniejsze instytucje, muszą być także być zastąpione jako klasa ządząca większością społeczeństwa, a ich ideologia i wartości kulturowe zdyskredytowane i odrzucone.

Menadżerska rewolucja jest zatem rozciągniętym w czasie społecznym i politycznym procesem, w którym powstająca klasa menadżerska wypiera starą klasę rządzącą tradycyjnych kapitalistów i społeczeństwa burżuazyjnego. Na poziomie instytucjonalnym ten proces stanowi wyparcie i zastąpienie konstytucyjnej parlamentarnej formy rządu, faworyzowanej przez starą elitę, nowym scentralizowanym państwem kontrolowanym przez biurokrację nowej klasy. Powstający w ten sposób nowy rodzaj państwa przyjmuje nowe funkcje, do których wykonywania potrzebny jest w stopniu coraz większym rodzaj umiejętności, które tylko menadżerscy biurokraci i technokraci są w stanie zaoferować: regulacja procesów ekonomicznych, inżynieria społeczna, pomoc socjalna, i naukowe, administracyjne i kulturowe funkcje nieznane poprzednim państwom ery kapitalistycznej. Polityczna elita dawnego państwa - klasa polityczna, która dominowała stanowiska z elekcji i nominacji, i jej organizacje polityczne - jest w coraz większym stopniu wypierana przez menadżerskich biurokratów nowego państwa i politycznych menadżerów, którzy zarządzają nowymi, daleko bardziej skomplikowanymi partiami politycznymi i organizacjami.

Ten sam rodzaj instytucjonalnego wypierania ma miejsce w ekonomii zdominowanej przez masowe spółki, które przyjmują funkcje nieznane mniejszym (czy nawet większym) firmom ery wcześniejszej: "naukowe zarządzanie" produkcją, wysoko stechnicyzowane prognozowanie i rozwój, wyspecjalizowane zarządzanie personelem i relacjami z konsumentem, jak również socjalne, polityczne i kulturalne funkcje nie związane bezpośrednio z biznesową stroną działalności. Ten sam proces w dużej mierze ma miejsce w instytucjach kultury, gdzie masowe kulturalne organizacje (uniwersytety, fundacje, "think-tanki"), gazety i magazyny o masowym nakładzie, wypierają te mniejsze, posiadane i operowane lokalnie, i rozwijają się nowe, na skalę całego kraju organizowane i wysoko stechnicyzowane mass media, jak film, radio, telewizja.

Na poziomie kulturowym i ideologicznym, walka między pnącą się w górę menadżerską klasą rządzącą a upadającą klasą burżuazyjno-kapitalistyczną przybrała formę konfliktu między tym, co wyłoniło się jako główna menadżerska ideologia w USA i świecie Zachodu, ogólnie znana jako "liberalizm" - a główną ideologią starej kapitalistycznej elity, którą przyjęło się nazywać "konserwatyzmem". Polityczne urzeczywistnienie menadżerskiej rewolucji nastąpiło w pierwszej połowie XX w., z dobrym startem podczas rządów prezydenta Woodrowa Wilsona, ale osiągając rzeczywisty szczyt podczas "Nowego Ładu" Franklina Roosevelta i II Wojny Światowej. Walka o władzę społeczną między nowym menadżerskim liberalizmem a starym kapitalistycznym konserwatyzmem jest wyraźnie widoczna w piśmiennictwie politycznym i literaturze połowy XX wieku. Reklamy w praktycznie wszystkich konserwatywnych czy prawicowych magazynach lat 1950. i 1960. były prawie zawsze mniejszych, lokalnych i indywidualnie posiadanych i operowanych przedsiębiorstw. Reklamy w liberalnych - które wkrótce stały się "mainstreamowymi" - magazynach tego okresu były prawie zawsze spółek Fortune 500, lub podobnie wielkich menadżersko kontrolowanych przedsiębiorstw.

Konserwatyzm tej ery podkreślał prawa stanowe, władzę Kongresu ponad władzą prezydenta, lojalność wobec i utożsamienie się z narodem i narodowym interesem raczej, niż z międzynarodowymi czy globalnymi identyfikatorami. Podkreślał interesy mniejszych, indywidualnie posiadanych i operowanych przedsiębiorstw w przeciwstawieniu do większych, menadżersko kontrolowanych korporacji. Był także rzecznikiem tradycyjnych religijnych i moralnych przekonań i instytucji, patriarchalnej rodziny, lokalnych społeczności, znaczenia i wartości narodowej, regionalnej, ogólnie europejskiej i poszczególnie europejskiej etnicznej tożsamości, jak również zasad kapitalistycznej etyki: uczciwej pracy, oszczędności, osobistej uczciwości i prawości, indywidualnej inicjatywy, wstrzemięźliwości.

Jak każda nowa elita, klasa menadżerska potrzebowała politycznej formuły, która wyraziłaby i usankcjonowała interesy jej grupy w przeciwieństwie do interesów jej rywali ze starszej kapitalistycznej elity. Tę funkcje dla nowej klasy wypełniło to co się przyjęło nazywać "liberalizmem", chociaż używano także innych określeń, "modernizm", "progresywizm", "humanizm" i co Burnham nazwa po prostu: "New Dealism" [od "Nowego Ładu" F. D. Roosevelte'a]. Menadżerski liberalizm sankcjonował zwiększanie i centralizację aparatu państwowego, prymat centralnego raczej niż stanowego i lokalnego rządu, regulację ekonomii przez rząd centralny, politykę zagraniczną globalnego interwencjonizmu i wielonarodowej organizacji raczej - niż narodowy patriotyzm i izolacjonizm przedkładany przez starszą kapitalistyczną klasę. Promował także menadżerski liberalizm powstanie nowej kultury uznającej się za bardziej "postępową", bardziej "wolną", bardziej "humanistyczną", bardziej "naukową" i "racjonalną", niż kultura definiowana przez starsze społeczne i moralne normy tradycyjnego kapitalizmu. Ideologia menadżerska także demonizowała starą elitę, jej instytucje i wartości jako "przestarzałe", "antypostępowe", "represyjne", "wyzyskujące" i "ciasne umysłowo".

Miał zatem miejsce coraz bardziej znaczący kulturowy i ideologiczny rozłam między nową a starą elitą i ich zwolennikami. Stara elita była mniej lub bardziej zakorzeniona w tradycyjnych społecznych instytucjach, które służyły jej materialnym interesom i jednocześnie odzwierciedlały jej wzory i wartości. Jej członkowie przekazywali własność i majątek - podstawę ich władzy - przez dziedziczenie, mieli zatem silną motywację w utrzymaniu obu: praw własnościowych i "wartości rodzinnych". Istotnie, rodzina, lokalna społeczność, religijna i etniczna tożsamość, kulturowe i moralne normy respektujące i sankcjonujące własność, majątek, dziedziczenie, ciągłość pokoleniową, wartości charakteru sprzyjające gromadzeniu majątku i własności, i ograniczony rząd, który nie posiadał władzy wystarczającej by tym rzeczom zagrozić - wszystko to służyło jako fundament władzy tradycyjnej elity i główne kulturowe i ideologiczne podpory jej interesów.



Ale nie było tak w przypadku nowych menadżerskich elit. Opierając się na technicznych umiejętnościach, które umożliwiają jej uzyskanie i utrzymanie władzy w organizacjach masowych, nowa elita ma poważny strukturalny interes w utrzymaniu i rozbudowaniu organizacji, które kontroluje i w zadbaniu by te organizacje trwały. Moralne i społeczne więzy starej elity praktycznie nie znaczą nic dla menadżerów, którzy nie mogą przekazać profesjonalnych umiejętności swoim dzieciom w taki sposób, w jaki potomstwo starej elity dziedziczyło własność i status. Zatem menadżerowie mają tendencję polegać w znacznie mniejszym stopniu na rodzinie niż starsza elita, i w konsekwencji rodzina i wspierające ją moralne normy znaczą dla nich mniej. Kultura, o której zbudowanie starają się menadżerowie, przykłada więcej wagi do indywidualnych osiągnięć i "zalet merytorycznych" (definiowanych generalnie jako możność zdobycia i zastosowania menadżerskich i technicznych umiejętności), niż do rodzinnej spuścizny; więcej do seksualnej gratyfikacji, niż wstrzemięźliwości i wprowadzania i wychowywania potomstwa; i więcej do społecznej mobilności i awansu, niż identyfikowania się z rodziną, społecznością, narodem i szerzej pojętym bytem etnicznym ["rasą"].

Ale poza rodziną, klasa menadżerska faktycznie nie potrzebuje także innych tradycyjnych struktur instytucjonalnych, aby utrzymać władzę - ani lokalnej społeczności, ani religii, ani tradycjonalnych norm kulturowych i moralnych, ani etnicznych i protoetnicznych ["rasowych"] tożsamości, ani nawet samego państwa narodowego. W istocie, takie instytucje tylko wchodzą w drogę menadżerskiej władzy. Są one barierami, o które państwo menadżerskie, korporacje i inne masowe organizacje zawsze się obijają, i im wcześniej takie bariery zostaną zburzone, tym większy zasięg i władzę organizacje i elity które nimi zarządzają uzyskają. Korporacje, uzależnione od masowej produkcji i masowej konsumpcji, potrzebują masowego rynku o ujednoliconych gustach, wartościach i standardach życia, który kupi to co się powie konsumentowi aby kupił; podczas gdy zróżnicowane lokalne, regionalne, klasowe i etniczne tożsamości stoją na drodze do wymaganego stopnia zuniformizowania. To samo jeśli chodzi o państwo i masowe posłuszeństwo, którego ono wymaga i o które zabiega aby było zaszczepione jego populacji; to samo jeśli chodzi o masowe kulturalne organizacje i publiczność, którą te organizacje manipulują.

Mogło by się wydawać, że menadżerska potrzeba zuniformizowania stoi w sprzeczności z aktualną sloganistyką "wielokulturowości" i korzyści jakie z tego płyną (zazwyczaj niesprecyzowanych). Ale "wielokulturowość" jest głównie sloganem dla likwidacji europejskiej tożsamości i jest rzadko przywoływana dla kwestionowania tożsamości nie-europejskich. "Dywersyfikacja" jaką się praktykuje jest zatem w całkowitej zgodzie z uniformizacją ekonomicznej, kulturowej, politycznej i osobowej mentalności i zachowań, jakich menadżerska hegemonia wymaga i jakie narzuca.

Dziennikarz David Rieff zwrócił uwagę na podobieństwo interesów i światopoglądu między "uznanymi multikulturowymi akademikami", rzekomo na politycznej lewicy, z jednej strony, a dyrektorami korporacji i spółek, rzekomo na politycznej prawicy, z drugiej:

Dalecy od przyjmowania intelektualnie nieprzejednanych stanowisk w opozycji jedni do drugich, obie grupy widzą te same etniczne i związane z awansem kobiet transformacje w demograficznej kompozycji USA i w amerykańskim rynku pracy. Że etniczni nie-Europejczycy będą kluczem do amerykańskiego rynku pracy wieku XXI przyjmuje się za pewnik w najbardziej konserwatywnych długofalowych planach korporacyjnych. Jak multikulturaliści, elita biznesu jest podobnie świadoma krytycznej roli kobiet i potrzeby zmian w miejscu pracy, by było ono dla nich bardziej gościnne. Ogólniej, obie grupy, dyrektorzy korporacji i posiadacze akademickich doktoratów, twierdzą coraz usilniej, że nie jest dłużej możliwe mówienie o USA jako o ustalonym, suwerennym bycie. Świat poszedł naprzód; kapitał i praca są mobilne; i z każdym mijającym rokiem granice narodowe, nie mówiąc o narodowych tożsamościach, stają się mniej znaczące dla świadomości czy handlu.

W latach 1970. Zbigniew Brzezinski zwrócił uwagę na - jak je określił - "ponadnarodowe elity" [transnational elites] w krajach rozwiniętych:

Dzisiaj znowu obserwujemy wyłanianie się ponadnarodowych elit, ale teraz składają się one z międzynarodowych biznesmenów, uczonych, profesjonalistów i urzedników sfery publicznej. Te nowe elity mają powiązania ponad narodowymi granicami, ich sposób widzenia nie ogranicza się do tradycji narodowych, a ich interesy są bardziej funkcyjne niż narodowe... Stworzenie globalnej sieci informacyjnej, umożliwiającej prawie nieprzerwaną interakcję intelektualną i gromadzenie wiedzy, umożliwi w jeszcze większym stopniu obecny ruch ku profesjonalnym elitom miedzynarodowym i utworzeniu wspólnego fachowego języka... To jednak może stworzyć niebezpieczny rozstęp między nimi a politycznie zaktywizowanymi masami, których "natywizm" - wykorzystywany przez bardziej narodowo nastawionych przywódców - może działać przeciwko "kosmopolitycznym" elitom.

Christopher Lasch w Buncie elit i zdradzie demokracji pisał podobnie o "menadżerskich i profesjonalnych elitach", jakkolwiek zaprzeczył on, że te elity stanowią "nową klasę rządzącą":

Bogactwo i nadzieje na sukces związane są z inicjatywami ponad narodowymi granicami. Ludzie ci są bardziej zainteresowani gładkim funcjonowaniem systemu jako takiego, niż którejkolwiek z jego części. Lojalności ich - o ile określenie to nie jest samo w sobie anachronizmem w tym kontekście - są międzynarodowe raczej, niż regionalne, narodowe, czy lokalne. Mają oni więcej wspólnego z ich odpowiednikami w Brukseli czy Hong Kongu, niż z masami Amerykanów nie włączonych jeszcze w sieć globalnej komunikacji.

I zupełnie ostatnio Samuel P. Huntington rozważał i zajął się dość szczegółowym udokumentowaniem "wynarodowiania się elit" w kierunku, jak on nazwał, "umarłych dusz", które "porzucają zobowiązania wobec swojego narodu i swoich współobywateli, i stoją na stanowisku moralnej wyższości identyfikowania się z ludzkością jako taką"; trend charakterystyczny dla ekonomicznych elit mających silny materialny interes w ekonomicznej globalizacji, jak i dla kadr uniwersyteckich i elit intelektualnych:

Uczestnictwo w ponadnarodowych instytucjach, sieciach i działanich nie tylko określa globalną elitę, ale jest także kluczowe dla uzyskania elitarnego statusu wewnątrz kraju. Ktoś kogo lojalności, tożsamości, zaangażowanie są czysto narodowe, ma mniejsze szanse znalezienia się w czołówce biznesu, uczelni, mediów, wyspecjalizowanego zawodu, niż ktoś kto operuje poza tymi limitami. Poza sferą polityki, ci którzy zostają w domu, zostają w tyle.

Ale na długo przed tymi autorami James Burnham mówił już całkiem wyraźnie o - jak on określił - "światowej polityce menadżerów", ich odrzuceniu suwerennych państw narodowych, dominujących w erze kapitalizmu, jako przeżytków będących przeszkodą dla ich interesów grupowych i ich zainteresowania w stworzeniu porządku globalnego:

Złożony podział pracy, przepływ towarów i surowców, który umożliwiła i którego domagała się nowoczesna technologia, dławiły się w sieci różnorakich ceł, praw, walut, paszportów, ograniczeń terytorialnych, biurokracji i niezależnych armii. Było jasne dla niektórch, że to musiało zostać rozbite; jedyny problem był kto miał to zrobić i kiedy.

Zatem menadżerowie będą starali się zastąpić suwerenne państwa narodowe nowymi państwami imperialnymi czy ponadnarodowymi. Burnham pisze:

Ludzie wszędzie będą musieli się uszeregować w ramach tego czy innego super-państwa jutra. Nie będzie miejsca na mniejsze państwa narodowe, czy mniej rozwinięte narody, które miałyby szansę przeciwstawiać się sile stref metropolitarnych. Oczywiście, fikcje politycznej niezależności mogą być zachowane dla celów propagandowych, ale mówimy tutaj o rzeczywistości, nie o nazywaniu czegoś "suwerennym".

W ten sam sposób, w jaki rządząca klasa menadżerska odrzuca niezależność państwową i suwerenność narodową, odrzuca ona ideologię narodową, sankcjonującą i odzwierciedlającą narodową suwerenność, niepodległość i tożsamość; jak i jakąkolwiek ideologię czy przekonanie sankcjonujące jakąkolwiek tożsamość i lojalność grupową: narodową, regionalną, protoetniczną ["rasową"], etniczną, kulturową czy religijną. Klasa menadżerska ma zatem tendencję wyłączania się z państwa narodowego, jak i z tych poszczególnych tożsamości. Jej interesy rozlokowane są w przestrzeni wielu różnych narodów, grup etnicznych i uformowań protoetnicznych ["ras"], religii i kultur, będąc transnacjonalnymi i ponadnarodowymi, oddzielonymi od - i w rzeczywistości wrogimi wobec - jakiegokolwiek poszczególnego miejsca czy grupy, czy zbioru przekonań wspierających konkretne tożsamości.

Stąd elita menadżerska ma zarówno skłonność, jak i materialny interes, w adoptowaniu i promowaniu ideologii uniwersalizmu, egalitaryzmu, kulturowego relatywizmu, behawioryzmu i środowiskowego determinizmu "blank slate", tj. aksjomatu o nowourodzonym człowieku jako niezapisanej jeszcze tablicy ludzkich możliwości. Jak pisze wspomniany David Rieff:

Jeżeli jakakolwiek grupa mogłaby przyjąć zawołanie "Hej, hej, dada, dada, kultura Zachodu niech spada" [Hey, hey, ho, ho, Western culture's got to go] jako swoje, to byłaby to biznesowa elita świata....ponieważ biznesmenom chodzi o coś więcej niż tylko idee. Eurocentryzm nie ma ekonomicznego sensu w świecie gdzie, w ciągu najbliższych dwudziestu pięciu lat, wspólny dochód narodowy Azji wschodniej będzie prawdopodobnie większy od dochodu Europy, i dwa razy większy od dochodu narodowego Stanów Zjednoczonych. W takim świecie idea prymatu kultury Zachodu będzie tylko przeszkodą na drodze do głównego celu każdego zrzeszenia biznesowego: maksymalizacji dochodów.

Istotnie, inżynieria społeczna i polityka społecznej przebudowy, które były zawsze blisko związane z menadżerskimi strukturami w aparacie rządowym, ekonomii i kulturze, polegają na ideologicznym racjonalizowaniu, że nie istnieje coś takiego jak wrodzona ludzka natura, że różnice płci i różnice wynikające z przynależności do konkretnej protoethny ["rasy"] są tylko "społecznymi konstruktami" i wytworami środowiska, i że naukowo przygotowane "kierownictwo" może projektować i realizować tak społeczeństwa, jak i samych ludzi. Jak historyk idei Donald Atwell Zoll pisał, tezy environmentalistów [zwolenników teorii determinizmu środowiskowego],

w podstawach uznawały, że (1) natura człowieka i wynikające z niej jego zachowania są w większości, jeśli nie całkowicie, zdeterminowane jego doświadczeniami w konfrontacji z bezpośrednim środowiskiem; i (2) szanse na poprawienie ludzkich zachowań, stosunków społecznych i generalnie społeczeństwa leżą w "przebudowie" i modyfikacji jego środowiska jako czynnika kontrolującego... Z jednej strony, środki i metody nauk społecznych były widziane jako odpowiedź na mniej lub bardziej widoczne problemy społeczne, jak przestępczość, ubóstwo, schorzenia umysłowe, czy potrzeba reform w instytucjach politycznych. Z drugiej, społeczna inżynieria widziała jako swój cel skonstruowanie społeczeństwa modelowego.

Te projekty przebudowy społecznej i społecznej inżynierii wymagały menadżerskich i technicznych umiejętności, które posiadała powstająca elita, jak również znacznego powiększenia władzy i zakresu aparatu państwowego, budowanego i kontrolowanego przez nią w celu realizacji tych zadań. Zatem nowa menadżerska elita została ściśle związana z doktryną społecznego environmentalizmu jako racjonalizacji jej roli, władzy i społecznych gratyfikacji w systemie, który budowała. I ten potężny żywotny interes w teorii environmentalizmu sam jeden pozwala zrozumieć niezmiennie silne przywiązanie elity menadżerskiej do tej teorii i jej zastosowań w polityce społecznej.

Akademiccy teoretycy doktryn environmentalizmu, jak Lester Frank Ward, Charles Horton Cooley, John Dewey, Franz Boas i jego szkoła antropologii, i behawiorysta John B. Watson w psychologii, byli czołowymi ideologicznymi architektami nowego menadżerskiego systemu kontroli społecznej. W swojej słynnej wypowiedzi Watson przechwalał się, że jeśli da się mu dopiero co urodzone dziecko, to jest on w stanie wychować je na "specjalistę w jakiejkolwiek dziedzinie - lekarza, prawnika, artystę, handlowca i, owszem, nawet żebraka i złodzieja, niezależnie od jego talentów, upodobań, skłonności, możliwości, powołań i protoethny ["rasy"] jego przodków". W końcu lat 1920. behawioryzm Watsona - pisał socjolog E. Digby Baltzell - "był nie tylko najbardziej modną szkołą w psychologii w tym kraju, ale także stał się centralną teorią ludzkiej natury, na bazie której tworzony był ogromny przemysł reklamowy... Wiara w warunkowanie [conditioning] stała się podstawą kontroli społecznej w nowym manipulatywnym społeczeństwie, składającym się z obywateli towarzyszy w ZSRR i obywateli konsumentów w USA."

Menadżerskie oparcie się - w kierowanej przez państwo inżynierii społecznej - na czymś o czym wiadomo dzisiaj że było pseudonauką, było równolegle, pod wpływem Eltona Mayo, wprowadzane w ekonomii menadżerskiej za pomocą "przemysłowej socjologii". Jak pisał Daniel Bell, odzwierciedlało to "zmianę w światopoglądzie kierownictwa, będącą odpowiednikiem zmian w całej kulturze, przejścia od paradygmatu autorytetu do paradygmatu manipulacji jako sposobu sprawowania władzy... starsze sposoby jawnego przymusu są teraz zastąpione psychologiczną perswazją". Tenże Watson (pisze historyk Stuart Ewen),

dostarczył psychologicznych tropów poprzez które życie domowe mogłoby zostać zastąpione stymulacją zmysłów - ku czemu biznes w reklamowaniu swoich produktów w coraz większym stopniu grawitował. Przyjemność, która mogła być dostarczona człowiekowi w domu i środowisku, była atakowana i lekceważona, zaś w to miejsce przemysł korporacyjny wprowadzał rynkowo oferowalną gratyfikację zmysłową.

Zatem ideologiczna przebudowa społeczeństwa amerykańskiego, tak aby pasowało ono do potrzeb i interesów wstępującej klasy menadżerskiej, wiązała się z odrzuceniem starszych wartości, norm i systemów przekonań starej elity, i z konfliktem kulturowym z tymi, którzy w dalszym ciągu je praktykowali. "Z początku powoli, ale nabierając przyspieszenia z każdą dekadą po roku 1880", pisał Baltzell,

naturalistyczna, urbanistyczna, envirnomentalistyczna, egalitariańska, kolektywistyczna i w konsekwencji demokratyczna etyka w końcu podważyła wywodzącą się z tradycji ziemi, dziedziczenia, wykorzystywania szansy w życiu indywidualistyczną i republikańską etykę protestancką, racjonalizującą naturalne prawo do władzy w Ameryce starej gwardii biznesmenów-dżentelmenów okresu 1860-1929.



Dojście do władzy nowej menadżerskiej elity w USA (jak i innych państwach Zachodu) w początkach i połowie XX w., i jej potrzeba sformułowania nowej ideologii czy politycznej formuły i przebudowanie wokół tego społeczeństwa, wyjaśnia dlaczego dominujące władze w tych krajach dzisiaj kontynują popieranie wywłaszczania Europejczyków i kulturową i polityczną destrukcję starszej amerykańskiej i zachodniej cywilizacji, zorientowanej na Europejczyków. I dlaczego członkowie tej elity nie tylko nie potrafią przeciwstawić się anty-europejskim żądaniom etnicznych nie-Europejczyków, ale aktywnie je popierają i subsydiują.

Ta polityka ze strony nowej elity nie jest wynikiem "dekadencji" czy "poczucia winy", ale grupowych interesów samej elity, osadzonych i wyrastających ze struktury jej władzy i pozycji społecznej, i racjonalizowanych w świadomości za pośrednictwem menadżerskiego liberalizmu. Inaczej mówiąc, leży w interesie nowej elity aby zniszczyć i usunąć starsze społeczeństwo i euro-etniczną i kulturową tożsamość z tym związaną (nie tylko samą etno-europejskość, ale praktycznie każdy tradycjonalny element grupowej tożsamości czy więzi: kulturowy, biologiczny, czy polityczny). Dla tych - "konserwatystów" - którzy w dalszym ciągu stosują się do norm starszego społeczeństwa, menadżerskie zachowanie ukazuje się, naturalnie, jako dekadencja, degeneracja, tchórzostwo, ugłaskiwanie, przymilanie się, czy objaw poczucia winy. Ale co jest złem, sprowadzaniem na manowce, czy samobójczą patologią w ujęciu sił "konserwatywnych", które dalej kształtowane są przez starsze normy i instytucje, w rzeczywistości jest odbiciem interesów i zdrowia sił skupionych wokół tworzenia i kontroli nowego społeczeństwa. Inaczej mówiąc, interesy menadżerskiej elity są w stosunku antagonistycznym do tradycjonalnej i instytucjonalnej tożsamości społeczeństwa, które ona dominuje.

Wyłonienie się elity menadżerskiej sprzyja wywłaszczeniu, a nawet destrukcji Europejczyków w USA na dwa główne sposoby. Po pierwsze, dzieje się to bezpośrednio, ponieważ struktura interesów i władzy menadżerskiej jest w konflikcie z jakąkolwiek silną narodową, religijną, czy inną tożsamością grupową. Te interesy, przenikając w najgłębsze pokłady mentalności klasy menadżerskiej, pchają leaderów nowego społeczeństwa w stronę odrzucenia etnicznej i kulturowej struktury tradycyjnej cywilizacji zachodniej, zaś nowa kultura, którą próbują oni stworzyć, zaprzecza walorom takich tożsamości i wartości i odrzuca je.

Po drugie, ponieważ nowa menadżerska elita odrzuca i niszczy mechanizmy starej elity, które wyłączały inne etniczne i religijne grupy, te grupy są w stanie często przeniknąć do menadżerskiej struktury i osiągnąć poziom władzy niemożliwy dla nich w przed-menadżerskim społeczeństwie. I one teraz zabiegają o własne interesy i program za pośrednictwem menadżerskich intrumentów władzy. Te etniczne siły, artykułując swoją własną silną etniczną, kulturową, czy religijną świadomość, przywołują menadżerskie liberalne slogany "równości", "tolerancji", "dywersyfikacji" etnicznej i kulturowej, itd., by zakwestionować tradycyjną dominację Europejczyków - ale też w coraz większym stopniu same aspirują one do kulturowej i politycznej dominacji, wyłączając Europejczyków i odrzucając i demontując instytucjonalne struktury ich społeczeństwa.

Kevin MacDonald udokumentował niezwykle szczegółowo jak żydowskie grupy, starające się propagować własny oparty na etniczności program, osiągnęły ten cel. A ponieważ centralną częścią tego programu jest wymazanie historycznych etnicznych, protoetnicznych ["rasowych"] i religijnych barier, które wyłączały Żydów i były postrzegane jako prowadzące do ich prześladowań, żydowski program i program menadżerskiej elity w tym aspekcie doskonale się nakładają. Rzeczywiście, Żydzi stali się prominentni w elicie do tego stopnia (zwłaszcza w sektorze kultury), że można sprawiedliwie powiedzieć, iż w menadżerskiej elicie Żydzi służą jako kulturowa awangarda klasy menadżerskiej, dostarczająca ideologicznego uzasadnienia dla jej struktury i polityki, rozpowszechniająca jej ideologiczne formuły pośród masy społecznej, formułująca i często wdrażająca konkretne programy polityczne, i zajmująca się w dużej części wyspecjalizowanym przygotowaniem edukacyjnym, kluczowym dla przekazywania i rozpowszechniania technokratycznych umiejętności elity.

W tym względzie Żydzi pełnią rolę wspierającą - w tym wypadku kulturową i ideologiczną raczej, niż poboru podatków czy lichwiarstwa - dla nie-żydowskiej większości elity, podobną do roli jaką wypełniali w stosunku do różnych europejskich arystokracji w przeszłości, np. w Polsce. Zatem pojawienie się "neokonserwatyzmu" w ostatnich dziesięcioleciach odzwierciedla nie tylko interesy żydowskie i tożsamości ich głównych artykulatorów i wyrazicieli, ale także, inaczej niż w starszym konserwatyzmie elity przed-menadżerskiej, interesy klasy menadżerskiej jako całości w utwierdzaniu nowego politycznego i kulturowego porządku, który ta klasa stworzyła, równocześnie przy tym odrzucając i demontując przed-menadżerski porządek, którego starszy konserwatyzm usiłował bronić. (Z tym że zwrócić uwagę trzeba, iż w ostatnich latach neokonserwatyzm ma skłonność odzwierciedlać żydowskie i syjonistyczne interesy znacznie bardziej, niż interesy klasy menadżerskiej jako ogółu).

Menadżerska elita sprzymierzyła się także z innymi etnicznymi grupami, z których większość podziela jej interes w wyeliminowaniu europejskiej tożsamości i wspierających ją sił kulturowych. Jak żydowscy sojusznicy elity i sama elita, te etnicznie nie-europejskie grupy zabiegają o wymazanie europejskiej tożsamości etnicznej i jej ekspresji instytucjonalnych. Ale w odróżnieniu od elity, starają się one także promować własną etniczną świadomość i tożsamość. Zatem kiedy otwarcie europejska tożsamość jest praktycznie zakazana i surowo karana przez elitę menadżerską, instytucje które otwarcie eksponują nie-europejskie i anty-europejskie tożsamości są tolerowane i stymulowane.

Słabe jednak są oznaki wyłaniania się europejskiej etnicznej tożsamości zdolnej przeciwstawić się czy to menadżerskiej strukturze władzy, jej anty-europejskiej ideologii i motywacji, czy też bezpośredniemu zagrożeniu Europejczyków ze strony nie-europejskich i anty-europejskich przeciwników. Nowa elita i jej sprzymierzeńcy osłabili lub zniszczyli system wierzeń, wartości moralnych, spadkobierstwa kulturowego i społecznych więzi i instytucji jakie sprawiały, że Europejczycy mieli świadomość kim i czym są, i podtrzymywały w nich wolę przetrwania i opanowania sytuacji.

Dopóki takie mechanizmy nie zostaną odtworzone, szanse Europejczyków na przezwyciężenie a nawet odpowiednie rozpoznanie zagrożeń i wyzwań jakie dziś przed nimi stoją wydają się niewielkie. A te mechanizmy nie mogą być odbudowane tak długo, jak menadżerska elita pozostaje u władzy, tak długo, jak jej uniwersalistyczna i egalitariańska ideologia pozostaje dominującą polityczną i kulturową formułą, i tak długo, jak anty-europejscy sprzymierzeńcy elity dzielą z nią władzę.

Co Europejczycy muszą uświadomić, jeśli w ogóle mają przetrwać, to to, że siły które zniszczyły ich cywilizację, siły które do tej ruiny doprowadziły, są tymi samymi siłami, które dziś na tych ruinach rządzą. Dopiero kiedy te siły zostaną odsunięte od władzy, dopiero wtedy Europejczycy przyszłości będą w stanie odzyskać dziedzictwo jakie ich przodkowie stworzyli i przekazali im.

Samuel T. Francis
Obszerne fragmenty eseju "Amerykańska klasa rządząca" z pracy zbiorowej pod red. S. Francisa Europejczyk i przyszłość Ameryki [tyt.oryg. Race and the American Prospect >>]

Wybór i tłumaczenie Tadeusz Korzeniewski
________________________________________

Samuel Francis urodził się w 1947 r. w Chattanooga w stanie Tennessee, na amerykańskim Południu. Uzyskał doktorat z historii współczesnej na Uniwersytecie Północnej Karoliny. Był asystentem ds. bezpieczeństwa narodowego senatora Johna Easta w Kongresie USA. W latach 1987-1995 był felietonistą i redaktorem waszyngtońskiego dziennika The Washington Times, gdzie za publicystykę otrzymał od Amerykańskiego Towarzystwa Redaktorów Gazet dwukrotnie nagrodę roku.

W 1994 r. na konferencji American Renaissance, organizacji której celem jest ochrona dziedzictwa kulturowego, politycznego i biologicznego Europejczyków w Ameryce, wygłosił następujące uwagi:

"Cywilizacja, którą my oryginalni Europejczycy stworzyliśmy w Europie i Ameryce, nie mogłaby rozwinąć się oddzielnie od genetycznego uposażenia grupy, która ją stworzyła, ani nie ma żadnego powodu wierzyć, by cywilizacja mogła być przeniesiona na inną grupę."

Jak pisze Jared Taylor, założyciel i dyrektor American Renaissance:

"Choć Sam nigdy nie mógł całkowicie zrozumieć dlaczego został wyrzucony z gazety wkrótce po tym, uwagi te musiały być dla kierownictwa gazety niemożliwe do zaakceptowania. [...] Być może dzisiaj Washington Times mógłby pominąć to nie tak znowu szokujące stwierdzenie, ale dziesięć lat temu było ono równoważnikiem nitrogliceryny. I tak oto rozpoczął Sam karierę niezależnego dziennikarza".

Samuel Francis zmarł w 2005 r., żegnany w jego rodzinnym Chattanooga m.in. przez wieloletniego przyjaciela Patricka Buchanana: >>. W eulogii na jego cześć w Kongresie USA kongresmen John Duncan powiedział: "Imponował mi swoją odwagą. Był politycznie niepoprawny prawie we wszystkim, co sprawiało że w większości wypadków miał rację." (>>)

Samuel Francis jest autorem szeregu ksiażek: >>. Jego artykuły z magazynu Chronicles zebrano tu: >>.

______________________________________________

Od tłumacza:

Samuela Francisa i grupę autorów, których eseje składają się na tom Europejczyk i przyszłość Ameryki, określić można jako intelektualną odpowiedź Ameryki na opanowanie prawego skrzydła polityki amerykańskiej przez tzw. neokonserwatystów (>>). Grupa S. Francisa skupiła się wokół kwartalnika The Occidental Quarterly (>>), który w wielu kwestiach wychodzi poza klasyczny konserwatyzm - od jakiegoś czasu zwany dla odróżnienia od neokonserwatyzmu paleokonserwatyzmem - w rejony white nationalism'u [ruchu narodowego Europejczyków, "białych"].

W tłumaczeniu tekstu Francisa w miejsce słów "rasa", "biały", użyłem: protoethny, Europejczyk (dla porównania skan oryginału: >>). Europejczykami w tym kontekście nazywam ludzi i grupy o wspólnym etnicznym korzeniu europejskim, niezależnie gdzie dziś zamieszkują, w Europie czy poza nią - a więc "białych". Zrobiłem tak ponieważ pojęcia "rasa" czy "biały" są według mnie płaskie, suche, bez soku. Za to "Europejczyk" ma sok, ziemię. Sprawa ziemi będzie kluczowa dla Europejczyków w najbliższej przyszłości, tak w USA, Kanadzie, Nowej Zelandii i Australii, jak i w Europie.

Z Samuelem Francisem miałem krótki kontakt niedługo przed jego niespodziewaną śmiercią. Gdyby jednak dziś żył, sądzę, że zaakceptowałby tę szczególną zmianę w tłumaczeniu jego eseju. Właśnie ze względu na poszukiwania sposobu na przyszłość Europejczyków, o której sam zresztą nie miał jeszcze klarownej wizji. Nikt w zasadzie dziś jeszcze jej nie ma.