William
S. Lind
Jak powstała polityczna poprawność |
Gdzie
te wszystkie rzeczy, o których słyszeliście
dziś rano - wiktymologiczny feminizm, ruch praw
gejów, wymyślone statystyki, poprawianie
historii, kłamstwa, żądania, cała ta reszta -
skąd to się wywodzi? Po raz pierwszy w naszej
historii Amerykanie trwożą się przed tym co
powiedzą, co napiszą i co pomyślą. Boją
się, że mogą użyć niewłaściwego słowa,
słowa osądzonego jako obraźliwe lub
niewrażliwe, lub rasistowskie, seksistowskie,
czy homofobiczne.
My widzieliśmy takie
rzeczy, zwłaszcza w naszym XX wieku, w innych
krajach. I zawsze podchodziliśmy do tego z
mieszanką litości i, prawdę mówiąc,
rozbawienia, ponieważ uderzało nas to jako
bardzo dziwne, że ludzie mogliby pozwolić na
rozwinięcie się sytuacji, w której baliby się
jakich używają słów. Ale my mamy teraz taką
sytuacje w naszym kraju. Mamy ją przede
wszystkim na uniwersyteckich kampusach, ale to
już się rozprzestrzenia na całe
społeczeństwo. Skąd to się bierze? Co to
jest?
Nazywamy to
"poprawnością polityczną". Nazwa
powstała jako swego rodzaju żart, dosłownie
dowcip komiksowy, i my ciągle mamy tendencję
traktować tę rzecz jako niezupełnie poważną.
W rzeczywistości jest ona śmiertelnie poważna.
Jest ona wielką chorobą naszego stulecia,
chorobą, która kosztowała życie dziesiątków
milionów w Europie, Rosji, Chinach, faktycznie w
całym świecie. Jest to choroba ideologii.
Polityczna poprawność nie jest śmieszna.
Polityczna poprawność jest śmiertelnie
poważna.
Jeśli spojrzymy na to
analitycznie, jeśli spojrzymy na to
historycznie, to szybko odkryjemy co to
faktycznie jest. Polityczna poprawność to
kulturowy marksizm. To marksizm przełożony z
realiów ekonomicznych na realia kulturowe. To
jest proces, który sięga nie ruchu lat 60.,
hippisowskiego, ruchu pokoju, ale okresu I Wojny
Światowej. Kiedy porównamy główne tezy
politycznej poprawności z klasycznym marksizmem,
analogie są oczywiste.
Po pierwsze, w obu
wypadkach jest to ideologia totalitarna.
Totalitarna natura politycznej poprawności
nigdzie nie jest tak oczywista, jak na kampusach
wyższych uczelni, z których wiele w tej chwili
stało się pokrytymi bluszczem małymi
Północnymi Koreami. Student czy profesor,
który odważył się gdziekolwiek przekroczyć
linię wytyczoną przez feministkę czy
aktywistę praw gejów, czy miejscową grupę
czarnych czy Latynosów, czy którąkolwiek z
innych wyświęconych na "poszkodowane"
grup, wokół których obraca się ta sprawa
politycznej poprawności, szybko znajdzie się w
kolizji z prawem. W małym lokalnym systemie
prawnym uczelni przedstawione są im formalne
zarzuty i wymierzona kara, w procesach nierzadko
przypominających sądy kapturowe. Tutaj
próbujemy spojrzeć w przyszłość jaką
polityczna poprawność szykuje całemu narodowi.
W istocie wszystkie
ideologie są totalitarne, ponieważ esencją
ideologii (zwracam uwagę, że właściwie
rozumiany konserwatyzm ideologią nie jest) jest
podjęcie pewnej filozofii i twierdzenie, że na
bazie tej filozofii pewne rzeczy muszą być
prawdziwe. Jak np., że cała historia naszej
kultury jest historią opresji kobiet. Ponieważ
stoi to w sprzeczności z rzeczywistością,
rzeczywistość musi być zakazana. Musi być
zakazane odnoszenie się do rzeczywistości
historycznej. Ludzie muszą być zmuszeni do
życia w kłamstwie, a ponieważ ludzie z natury
mają opory przed życiem w kłamstwie, to
oczywiste, że używają swoich oczu i uszu żeby
sprawdzić jak jest i mówią "Chwileczkę.
To nie jest prawda. Przecież widzę, że to nie
jest prawda" . W związku z tym żądanie
życia w kłamstwie musi być poparte przemocą
państwa. Stąd ideologia nieodmiennie stwarza
państwo totalitarne.
Po drugie, marksizm
kulturowy, tak jak marksizm ekonomiczny,
posługuje się jednoprzyczynowym wyjaśnieniem
historii. Marksizm ekonomiczny mówi, że
historię determinuje własność środków
produkcji. Marksizm kulturowy, czyli polityczna
poprawność, twierdzi, że cała historia jest
zdeterminowana przez władzę, za pomocą której
jedne grupy, definiowane w kategoriach rasy,
płci, itd., podporządkowują sobie inne grupy.
Nic innego się nie liczy. Cała literatura, w
istocie, jest o tym. Wszystko w przeszłości ma
związek z tą jedną rzeczą.
Po trzecie, tak jak w
ekonomicznym marksizmie pewne grupy, tj.
robotnicy i chłopi, są dobre a priori,
a inne grupy, burżuazja i posiadacze kapitału,
są złe, tak w kulturowym marksizmie
poprawności politycznej pewne grupy są dobre:
kobiety feministki (tylko kobiety feministki,
nie-feministki przyjmuje się, że nie
istnieją), czarni, Latynosi, homoseksualiści.
Te grupy uznane są za "poszkodowane" i
jako takie automatycznie są dobre, bez względu
na to co którakolwiek z nich robi. Podobnie,
biali mężczyźni są automatycznie uznani za
złych, w ten sposób stając się odpowiednikiem
burżuazji w marksizmie ekonomicznym.
Po czwarte, oba, i
marksizm ekonomiczny, i marksizm kulturowy,
opierają się na wywłaszczeniu. Kiedy klasyczni
marksiści, komuniści, przejęli Rosję,
wywłaszczyli oni burzuazję, odebrali jej
własność. Podobnie kiedy kulturowi marksiści
przejmują kampus uniwersytecki, wywłaszczają
oni za pośrednictwem środków takich, jak
przydziały (quotas) w przyjmowaniu na
studia. Kiedy białemu studentowi o wysokich
możliwościach odmawia się przyjęcia do
college'u na rzecz czarnego czy Latynosa, który
nie jest tak zdolny, biały student zostaje
wywłaszczony. To prawda, akcja afirmatywna (affirmative
action) w całym naszym społeczeństwie
dzisiaj to system wywłaszczeniowy. Firmy
posiadane przez białych nie otrzymują
kontraktów, ponieważ te są zarezerwowane dla,
powiedzmy, Latynosów czy kobiet. Zatem
wywłaszczenie jest zasadniczym narzędziem obu
form marksizmu.
I wreszcie, oba,
marksizm ekonomiczny i kulturowy, używają
metody analitycznej, która daje im odpowiedzi
jakich chcą. W przypadku klasycznego marksizmu
tą metodą analityczną jest marksistowska
ekonomia. W wypadku kulturowego marksizmu jest
nią dekonstrukcjonizm. Dekonstrukcjonizm
zasadniczo bierze jakikolwiek tekst, usuwa z
niego całe znaczenie i wprowadza na to miejsce
znaczenie pożądane. Tak więc otrzymujemy, na
przykład, że cały Szekspir jest o opresji
kobiet, czy że Biblia jest w istocie o rasie i
płci. Wszystkie te teksty służą udowadnianiu,
że "cała historia jest historią jaka
grupa miała władzę nad jakimi innymi
grupami". Zatem podobieństwa są ewidentne
między klasycznym marksizmem, z jakim
zapoznaliśmy się w przypadku Związku
Sowieckiego, i kulturowym marksizmem, jaki
widzimy dzisiaj w postaci poprawności
politycznej.
Ale te podobieństwa
nie są przypadkowe. Te podobieństwa nie
wzięły się z niczego. Prawda jest taka, że
polityczna poprawność ma swoją historię,
historię znacznie dłuższą niż - poza wąską
grupą akademików to zjawisko studiujących -
wielu ludzi zdaje sobie sprawę. Ta historia
sięga, jak powiedziałem, I Wojny Światowej,
tak jak wiele innych patologii, które
rozkładają nasze społeczeństwo i, w istocie,
naszą kulturę.
Teoria marksistowska
mówiła, że kiedy przyjdzie europejska wojna
powszechna (tak jak przyszła w 1914), klasa
robotnicza w całej Europie powstanie i obali
rządy - burżuazyjne rządy - ponieważ
robotnicy mieli więcej wspólnego ponad
narodowymi granicami z sobą, niż z burżuazją
i klasą rządzącą w ich własnym kraju. No ale
1914 przyszedł i tak się nie stało. W całej
Europie robotnicy zwarli się wokół swoich
narodowych sztandarów i zadowoleni wymaszerowali
zwalczać jedni drugich. Kaizer wymienił
uściski rąk z przywódcami marksistowskiej
Socjaldemokracji w Niemczech i powiedział, że
od teraz nie ma partii, są tylko Niemcy.
Podobnie stało się w każdym innym kraju
Europy. Więc coś tu nie było w porządku.
Dla marksistów z
definicji nie mogła być winna teoria. W 1917
doprowadzili oni wreszcie do przewrotu
marksistowskiego w Rosji i wyglądać zaczęło,
że teoria się sprawdza - ale wkrótce zacięła
się znowu. Nie rozpowszechniała się, i kiedy
zaraz po wojnie wysiłki były robione w tym
kierunku, z powstaniem Spartakistów w Berlinie,
rządem Beli Kuna na Węgrzech, Monachijską
Republiką Radziecką, robotnicy nie poparli ich.
Więc marksiści mieli
problem. I dwóch z nich zaczęło nad nim
pracować: Antonio Gramsci we Włoszech i Gyorgy
Lukács na Węgrzech. Gramsci powiedział, że
robotnicy nigdy nie rozpoznają swojego
rzeczywistego interesu klasowego, jak go
zdefiniował marksizm, o ile nie zostaną
wyzwoleni od kultury Zachodu, a w szczególności
od religii chrześcijańskiej; że kultura i
religia czynią ich ślepymi na ich rzeczywisty
interes klasowy. Lukács, uważany za
najznakomitszego teoretyka marksizmu od czasu
samego Marksa, pytał w 1919 roku: "Kto nas
uratuje od cywilizacji Zachodu?" On to też
teoretyzował, że największym kamieniem na
drodze do ustanowienia marksistowskiego raju jest
kultura: cywilizacja Zachodu jako taka.
Lukács miał szansę
sprawdzić swoje idee w praktyce, ponieważ kiedy
domowego chowu bolszewicki rząd Beli Kuna
zostaje ustanowiony na Węgrzech w 1919 r.,
zostaje on mianowany zastępcą komisarza kultury
i pierwszą rzeczą jaką robi, jest wprowadzenie
edukacji seksualnej w szkołach węgierskich.
Więcej nie było potrzeba, żeby robotnicy nie
poparli rządu Beli Kuna, ponieważ Węgrów to
normalnie zatkało, robotników jak i wszystkich
innych. Ale Lukács już wtedy coś zrozumiał,
co wielu z nas dziwi jeszcze dzisiaj i co my
przyjmujemy za "nowinkarstwo".
W 1923 r. w Niemczech
zostaje założony "think-tank",
organizacja intelektualna, która podejmuje się
roli przełożenie marksizmu z kategorii
ekonomicznych na kategorie kulturowe i która w
końcu lat 1930. tworzy praktycznie bazę tego,
co my nazywamy dziś polityczną poprawnością.
Umożliwił to wszystko młody i bardzo bogaty
spadkobierca niemieckiego handlowca-milionera,
Felix Weil, który stał się marksistą i miał
dużo pieniędzy do wydania. Wzburzały go
podziały między marksistami, stał się więc
sponsorem czegoś, co nazywało się Pierwszy
Marksistowski Tydzień Prac, który to tydzień
zgromadził Lukácsa i wielu czołowych
niemieckich myślicieli, aby nad tymi podziałami
popracowali.
I tam też Lukács
powiedział: "Co nam jest potrzebne, to
think-tank", organizacja intelektualna. U
nas w Waszyngtonie jest think-tanków
zatrzęsienie i my myślimy o nich jako o czymś
nowoczesnym. W rzeczywistości mają one swoją
historię. Ten Weil-spadkobierca zakłada w 1923
r. instytut, związany z Uniwersytetem
Frankfurckim, który miał początkowo
występować pod nazwą "Instytut
Marksizmu". Ale ludzie, którzy za tym
stali, doszli szybko do wniosku, że nie byłoby
dla nich korzystne, takie otwarte identyfikowanie
się jako marksiści. Ostatnią rzeczą jakiej
poprawność polityczna chce, to żeby ludzie
odkryli, że jest ona formą marksizmu. Więc w
rezultacie nazywają oni tę organizację
Instytutem Badań Społecznych.
Weil wie bardzo dobrze
o co mu chodzi. W 1971 r. napisał do Martina
Jay'a, autora podstawowego opracowania o Szkole
Frankfurckiej (jak Instytut Badań Społecznych
staje się wkrótce nieformalnie znany), że
"Chciałem żeby Instytut był znany, być
może słynny, jako wnoszący wkład do
marksizmu". Trzeba powiedzieć, odniósł w
tym sukces. Pierwszy dyrektor Instytutu, Carl
Grunberg, austriacki ekonomista, zakończył
swoje programowe przemówienie - według Martina
Jay'a - "otwarcie deklarując swoją
lojalność do marksizmu jako metodologii
naukowej". Marksizm, powiedział on, będzie
rządzącym pryncypium Instytutu, i to się nigdy
nie zmieniło.
Wstępne prace w
Instytucie były raczej konwencjonalne, ale w
1930 r. objął go nowy dyrektor, nazwiskiem
Horkheimer, i poglądy Maxa Horkheimera były
zdecydowanie inne. Był on w dużym stopniu
marksistowskim renegatem. Ludzie, którzy
zakładają i formują Szkołę Frankfurcką, to
renegaci marksizmu. Oni dalej są bardzo
marksistowscy w swoim myśleniu, ale z partii są
efektywnie usuwani. Moskwa patrzy na to co oni
robią i mówi: "Hej, to nie to o co nam
chodzi, i my nie będziemy tego firmować".
Horkheimera wyjściową
herezją jest to, że interesuje się on bardzo
Freudem. I kluczem do przełożenia marksizmu z
kategorii ekonomicznych na kategorie kulturowe
było zasadniczo to, że zastosował on w tym
freudyzm. Znowu zacytuję Martina Jay'a:
"Można powiedzieć, że w pierwszych latach
swojego istnienia Instytut zajmował się
głównie analizą socjo-ekonomicznej bazy
społeczeństwa burżuazyjnego," - i
chciałbym podkreślić, że Jay jest dużym
sympatykiem Szkoły Frankfurckiej, ja nie cytuję
tutaj krytyka - "ale po roku 1930 głównym
przedmiotem zainteresowań Instytutu stała się
kulturowa nadbudowa. W istocie, markistowska
formuła dotycząca stosunku między tymi dwoma
strukturami została zakwestionowana przez
Teorię Krytyczną".
Te rzeczy, o których
tu dzisiaj słyszymy - radykalny feminizm,
wydziały studiów kobiecych, wydziały
"studiów o czarnych" (black
studies), wydziały studiów gejów,
wszystkie one są gałęziami Teorii Krytycznej.
Co Szkoła Frankfurcka w zasadzie zrobiła, to
oparła się w latach 1930. na obu, Marksie i
Freudzie, żeby stworzyć tę teorię zwaną
Teorią Krytyczną. Nazwa jest świetnie
pomyślana, bo kusi żeby zapytać "Co jest
teorią?" Teorią jest, żeby krytykować.
Teorią jest, że sposobem na zniszczenie kultury
Zachodu i porządku kapitalistycznego jest, aby
nie dawać możliwości alternatywy.
Oni absolutnie
odmawiają przedstawienia czegoś takiego. Oni
mówią, że tego nie da się zrobić, że my nie
jesteśmy w stanie wyobrazić jak wolne
społeczeństwo będzie wyglądało (ich
definicja wolnego społeczeństwa). Tak długo
jak żyjemy pod represją - represją
wypływającą z kapitalistycznego porządku
społecznego, który wytwarza (według ich
teorii) uwarunkowanie freudowskie, uwarunkowanie,
które Freud opisuje w odniesieniu do represji
osobowej - my nie jesteśmy w stanie nawet
wyobrazić, jak wolne społeczeństwo będzie
wyglądało. Istotą Teorii Krytycznej jest po
prostu krytykowanie. Domaga się ona najbardziej
destruktywnego krytycyzmu jaki jest możliwy, w
jakikolwiek możliwy sposób, aby zniszczyć
panujący porządek. I, oczywiście, kiedy
słyszymy od feministek, że całe
społeczeństwo nie ma nic innego na celu jak
tylko załatwić kobietę i tak dalej, ten rodzaj
krytycyzmu to jest pochodna Teorii Krytycznej.
Wszystko to bierze początek w latach 1930., nie
1960.
Inni kluczowi
członkowie, którzy dołączają do Instytutu w
tym czasie, to Theodore Adorno i, przede
wszystkim, Erich Fromm i Herbert Marcuse. Fromm i
Marcuse wprowadzają element, który staje się
centralnym elementem Teorii Krytycznej, to jest
element seksualny. Zwłaszcza Marcuse, który w
swoich tekstach nawołuje do społeczeństwa
"wielopostaciowej perwersyjności",
taka jest jego definicja przyszłości świata,
który oni chcą stworzyć.
I choć wyróżnia się
tu Marcuse, który latach 1930. pisze bardzo
ekstremalne rzeczy na temat potrzeby wyzwolenia
seksualnego, to tym jest przeniknięty cały
Instytut. Podobnie jak większość motywów
politycznej poprawności, jak daje się
zauważyć. I to już było w latach 1930.
Według Fromma, na przykład, męskość i
kobiecość nie odzwierciedlają zasadniczych
różnic płci, jak myśleli Romantycy. To
różnice miałyby być raczej pochodnymi
różnic w funkcjach życiowych, które w
części zostały społecznie zdeterminowane.
Płeć to konstrukcja. Różnice płci to
konstrukcja.
Inny przykład to
wiktymologiczne podejście do środowiska
naturalnego. "Materializm, idąc wstecz aż
do Hobbesa, doprowadził do nastawienia
manipulatywnie-dominującego w stosunku do
natury". To Horkheimer w 1933 r. w
Materialismus und Moral. "W następnych
latach, motyw dominacji natury przez
człowieka", pisze Jay, "znalazł się
w centrum zainteresowania Szkoły
Frankfurckiej". "Antagonistyczny
stosunek Horkheimera do fetyszyzacji pracy [w tym
punkcie w sposób oczywisty odchodzą oni od
marksistowskiej ortodoksji], został wyrażony w
innym wymiarze jego materializmu, domaganiu się
ludzkiego, zmysłowego szczęścia". W
jednym z najbardziej wyartykułowanych esejow, Egoizm
a ruch wolnościowy, napisanym w 1936 r.,
Horkheimer "dyskutuje wrogość do
osobistych satysfakcji i przyjemności ściśle
związaną z kulturą burzuazyjną". W
szczególności odwołuje się on do Markiza de
Sade, w sposób przychylny polecając jego
"protest ... przeciwko ascetyzmowi w imię
wyższej moralności" .
Jak cała ta sprawa
przelała się tutaj? Jak wlała się w nasze
uniwersytety i, faktycznie, w nasze życia
dzisiaj? Członkowie Szkoły Frankfurckiej to
marksiści. To także, co do jednego, Żydzi. W
1933 r. do władzy w Niemczech doszli Naziści i
nie można się dziwić, że zamknęli oni
Instytut Badań Społecznych. Jego członkowie
uciekli. Uciekli do Nowego Jorku i Instytut tu
się w 1933 r. odbudował z pomocą Uniwersytetu
Columbia. I członkowie Instytutu, stopniowo,
przez lata 1930., jakkolwiek wielu z nich pisało
w dalszym ciągu w języku niemieckim, zaczęli
przenosić centrum zainteresowań z Teorii
Krytycznej o społeczeństwie niemieckim,
destruktywnego krytycyzmu wszystkich aspektów
tamtego społeczeństwa, na Teorię Krytyczną
skierowaną ku społeczeństwu amerykańskiemu.
Zachodzi także inna
ważna transformacja z początkiem wojny.
Niektórzy z nich przechodzą do pracy w rządzie
USA, włącznie z Herbertem Marcuse, który staje
się kluczową figurą w OSS [Office of Strategic
Services, poprzedniczka CIA], a niektórzy, w tym
Horkheimer i Adorno, relokują się do Hollywood.
Te źródła
politycznej poprawności nie miałaby
prawdopodobnie wielkiego znaczenia dla nas
dzisiaj, gdyby nie dwa późniejsze zdarzenia.
Pierwszym był bunt studencki połowy lat 1960.,
głównie na fali protesu przeciwko poborowi i
wojnie w Wietnamie. Ale bunt studencki
potrzebował jakiejś teorii. Oni nie mogli po
prostu wyjść i wołać "Hell no we won't
go", oni potrzebowali mieć do tego jakieś
teoretyczne podparcie. Bardzo niewielu z nich
było zainteresowanych zmaganiem się z Das
Kapital. Klasyczny, ekonomiczny marksizm nie
jest lekki, a większość radykałów lat 1960.
nie była zbyt głęboka.
Na szczęście dla
nich, a na nieszczęście dla naszego kraju
dzisiaj, i nie tylko uniwersytetów, kiedy po
wojnie Szkoła Frankfurcka przeniosła się z
powrotem do Frankfurtu, Herbert Marcuse pozostał
w Ameryce. I podczas kiedy pan Adorno w Niemczech
jest przerażony buntem studentów kiedy ten tam
wybucha - kiedy zbuntowani studenci pojawiają
się na jego wykładzie, dzwoni on na policję i
ci zostają aresztowani - Herbert Marcuse, który
został tutaj, zobaczył w buncie studenckim lat
60. wielką szansę. Zobaczył możliwość
użycia prac Szkoły Frankfurckiej jako teorii
Nowej Lewicy w Stanach Zjednoczonych.
Jedna z książek
Marcuse'a była w tym instrumentalna. Stała się
praktycznie biblią SDS [Students for Democratic
Society] i studenckich rebeliantów lat 60. Tą
książką był Eros i cywilizacja.
Marcuse wywodzi w niej, że w porządku
kapitalistycznym (w dużym stopniu pomniejsza on
tu znaczenie marksizmu, podtytuł książki
głosi "Filozoficzne badanie Freuda",
jednak zrąb jest marksistowski), otóż Marcuse
wywodzi w tej książce, że represja jest
istotą tego porządku kapitalistycznego i to
daje nam osobę opisaną przez Freuda - osobę z
tymi wszystkimi zahamowaniami, neurozami,
ponieważ jej instynkt seksualny podległ
represji. Mamy przed sobą przyszłość jeśli
tylko zniszczymy ten istniejący represyjny
porządek, przyszłość, w której wyzwolimy eros,
wyzwolimy libido, która będzie światem
"wielopostaciowej perwersyjności" , w
której będziesz "robił swoje". I
jeszcze jedno: w tym świecie nie będzie pracy,
tylko zabawa. Co za wspaniałe przesłanie dla
radykałów połowy lat 1960!
Bo to są studenci, to
są baby boomers, dzieci powojennego wyżu
demograficznego, których jedynym poważnym
zmartwieniem przy osiąganiu pełnoletności
było to, że trzeba będzie kiedyś znaleźć
pracę. I tu mamy faceta piszącego rzeczy,
które łatwo im będzie naśladować. On nie
wymaga od nich, żeby czytali dużo
ciężkostrawnego marksizmu i mówi im to
wszystko, co oni chcą usłyszeć, czyli
"Rób swoje", "Jak przyjemne, to
rób" i "Chodzenie do pracy to nie
konieczność".
Także Marcuse jest
tym, który stworzył hasło "Uprawiaj
miłość, nie wojnę" . Wracając do
sytuacji z którą ludzie mają do czynienia na
kampusie, Marcuse definiuje "tolerancję
wyzwalającą" (liberating tolerance)
jako nietolerancję dla wszystkiego co przychodzi
z prawicy politycznej, i tolerancję dla
wszystkiego, co przychodzi z lewicy. Marcuse
włączył się do Szkoły Frankfurckiej w 1932
r., o ile dobrze pamiętam. Więc to wszystko ma
początki w latach 1930.
Podsumowując, Ameryka
jest dzisiaj w trakcie największej i
najzgubniejszej transformacji w jej dziejach.
Stajemy się państwem ideologicznym, krajem z
oficjalną państwową ideologią narzucaną nam
za pomocą władzy państwowej. W efekcie
funcjonowania idei "przestępstw
nienawiści" (hate crimes), mamy
obecnie ludzi odbywających kary więzienia za
posiadanie politycznych myśli. Kongres szykuje
się obecnie tę kategorię jeszcze rozszerzyć.
Akcja afirmatywna jest częścią tego procesu.
Terror przeciwko komukolwiek, kto wyłamuje się
z politycznej poprawności na kampusie, jest
częścią tego.
To jest dokładnie to
samo, co widzieliśmy, że stało się w Rosji, w
Niemczech, w Chinach, i to teraz przychodzi
tutaj. I my tego nie rozpoznajemy, bo nazywamy to
polityczną poprawnością i obracamy w żart.
Moje przesłanie dzisiaj jest takie, że to nie
jest zabawne, to jest tutaj, to rozwija się i to
w efekcie zniszczy - ponieważ to nastawione jest
na niszczenie - wszystko, co my kiedykolwiek
definiowaliśmy jako naszą wolność i naszą
kulturę.
William S. Lind
Wykład na konferencji konserwatywnej w
American University w 2000 r.
Tłumaczenie
Tadeusz Korzeniewski
_______________________________________
William
S. Lind był w latach 1970. asystentem senatorów
Roberta Tafta Jr. i Gary'ego Harta w Kongresie
USA. Obecnie jest dyrektorem Centrum Kulturowego
Konserwatyzmu przy Fundacji Wolnego Kongresu:
>>
Jest stałym publicystą
portalu Lew Rockwella, założyciela i dyrektora
Instytutu von Misesa: >>
Jest współtwórcą
koncepcji tzw. Wojny Czwartej Generacji (4GW),
według której we współczesnym świecie, w
wyniku organizowania się silnych grup
poza-państwowych, państwo straciło monopol na
prowadzenie działań wojennych: >>
Oryginał angielski
tekstu, "The Origins of Political
Correctness", znajduje się na portalu
Accuracy in Academia: >>. Accuracy in Academia jest
waszyngtońską organizacją badającą
manipulacje ideologiczne na wyższych uczelniach
amerykańskich.
Tłumaczenie
ukazało się oryginalnie 29. 07. 2006 r. na
portalu Prawica.net
|